Dmuchanie na zimno Ilustracja Bronisław Józefiok
Dziś zamykamy temat nadmiaru w poligrafii, przy okazji rozprawiając się
ostatecznie z paroma zagadnieniami, które wlokły się za nami jak
przysłowiowy smród za samoobroną. Po raz ostatni w tym cyklu bierzemy
pod lupę techniczne niuanse tworzenia plików wynikowych, by już za
tydzień nasze chochlikowe zainteresowania skierować ostatecznie ku
królowej nauk poligraficznych - czyli Typografii.
Wielokrotnie nagabywano Chochlika, czy i kiedy w swoich "mądrościowych" tekstach poruszy temat zalewek, nadlewek i podlewek. Przekładałem rzecz, jak gorący kartofel z tygodnia na tydzień, ale dziś musimy sprawę wreszcie odptaszkować z chochlikowej czeklisty.
Na cebulkę
W codziennym detepczeniu, warstwy są jednym z najczęściej używanych
funkcjonalności programów graficznych i nawet najbardziej podstawowy
kurs grafiki komputerowej temat warstw z pewnością ma w swojej agendzie.
Jeszcze chwila, a popularne edytory tekstów będą też pracować na
warstwach. Już mam dla nich pierwsze zastosowanie. Na warstwie widocznej
będę pisać to, co mogę powiedzieć, a na warstwie ukrytej to, co chcę
powiedzieć. Wypowiadając się służbowo na jakiś temat stworzę "warstwę
dla Szefa", "warstwę dla podwładnych", "warstwę dla opinii publicznej"
no i warstwę pod tytułem: "a naprawdę to wygląda to tak...". Ciekawe co
by wyszło gdybym wobec tych wszystkich warstw musiał zastosować
polecenie marge*.
Podobnie rzecz ma się w relacjach międzyludzkich. Śmiem nawet
powiedzieć, że przetrwanie naszego związku małżeńskiego, zawdzięczamy z
żoną odpowiednią gospodarką i zarządzaniem warstwami naszych
osobowości. Tutaj, każda próba zastosowania opcji flatten* kończy się
opcją klappen. W poligrafii jednak jest odwrotnie.
Po spłaszczeniu życie staje się prostsze
Każdy z grafików ma swoje upodobania i swój styl pracy. Pecet czy Mac?
Corel czy AI? Co w Indyku a co w Szopie? Praca na jednej warstwie, czy
na stu? Wasz cyrk, wasze małpy i Chochlikowi nic do tego.
Ważne, aby przed generowaniem pliku wynikowego dla celów drukarskich,
dokonać spłaszczenia wszystkich warstw w dokumencie. Niepomiernie
zmniejsza to wielkość pliku wynikowego, a także chroni nas częściowo od
niespodzianek wynikających z niewłaściwej interpretacji zastosowanych w
pracy przezroczystości, warstw odcinania, masek, wtapiań, wzajemnego
przenikania się i tym podobnych wodotrysków. Oczywiście spłaszczenie to
dotyczy jedynie warstw zawierających elementy przeznaczone do druku, z
pominięciem wszelkich warstw pomocniczych.
W czasie, kiedy powstaje ten tekst, portale społecznościowe obiega
znamienny dla naszego tematu news ze screanem strony internetowej, na
której pozostawiono warstwę wymiany komentarzy i uwag przeznaczonych dla
webmastera. Względy autocenzury nie pozwalają mi zacytować słów, które
wraz z tą warstwą ujrzały światło dzienne. Ot taki sobie żargon
designerski. Na rodzimym gruncie mieliśmy z podobną sytuacją już do
czynienia, kiedy w przerwie obrad Sejmu RP nie wyłączono Marszałkowi
Zychowi mikrofonu, albo kiedy redaktor Durczok ostro zareagował na
resztki kaszanki pozostawione na jego wizyjnym biurku, nieświadom iż
słyszą go miliony.
Pdf w dwóch krokach
Przy pracach szczególnie skomplikowanych warto też czasami zadać sobie
odrobinę trudu i wygenerować pdf-a wynikowego niejako "na około".
Najpierw eksportujemy pracę do ps-a lub eps-a, a następnie destylujemy
ją w Distilerze z opcją HightQuality.
Dzięki temu możemy na tym etapie zoptymalizować pracę i wyłowić w niej
trefne miejsca. Jest oczywiście szansa i nadzieja, że uczyni to za nas
drukarnia, ale bądźmy świadomi, że niektóre nasze pomysły są tak
nowatorskie, że nikt oprócz nas samych nie jest w stanie ocenić, czy
dany efekt jest zamierzonym działaniem artystycznym czy zwyczajnym
błędem w interpretacji RIP-a. W swojej poligraficznej codzienności
często poruszam się po cienkiej granicy pomiędzy kiczem a geniuszem i
wierzcie mi, że rozróżnienie jednego od drugiego nie jest wcale proste.
Gorący kartofel czyli zalewki
Wielokrotnie nagabywano Chochlika, czy i kiedy w swoich "mądrościowych"
tekstach poruszy temat zalewek, nadlewek i podlewek. Przekładałem rzecz,
jak gorący kartofel z tygodnia na tydzień, ale dziś musimy sprawę
wreszcie odptaszkować z chochlikowej czeklisty.
Wpasowując go w obszar "nadmiaru w poligrafii" powiem, iż przesadą
jest zbytnie przejmowanie się problemem zalewek na etapie projektowania
publikacji.
W zasadzie nikt ze znanych mi grafików nie tworzy już zalewek ręcznie.
Wyjątek stanowią tu prace z farbami metalizowanymi. Zasięgałem także
opinii grafików niezależnych. Powtarza się zdanie, że na rynku nie ma
programu DTP, który by był w stanie zalewki wykonać w sposób właściwy.
Wielkość zalewki zależy bowiem od rodzaju podłoża i farby oraz precyzji
druku i wielkości arkusza drukarskiego.
Tak więc najlepiej zrobić je automatem na RIP-ie. Wykonywane są wtedy
zalewki dla każdego typu obiektu (bitmap, wektorów, tekstów) niezależnie
od stosowanych przezroczystości i efektów specjalnych. Każda drukarnia
zalewkuje po swojemu, w większości przypadków nawet o tym nie informując
Klienta, bo to typowa sprawa technologiczna. Wszystkich, którzy mają
na ten temat zdanie odmienne, oparte na własnym doświadczeniu,
zapraszam do jego wyrażania w ramach komentarzy do niniejszego tekstu.
Dmuchanie na zimno
Są ludzie, którzy lubią dmuchać na zimno. Można by ich zatrudnić w
fabryce bombek choinkowych, ale niestety tam się dmucha na gorąco.
Ci zimni dmuchacze wiedzą wprawdzie, że matematycznie wystarczy
rozdzielczość 225 DPI, ale na wszelki słuczaj dają 400 DPI. Słyszeli,
że spady w pracy mają mieć 2-3 mm, ale dla pewności dają 15 mm. Jest
dla nich jasne, że spłaszczenie warstw, odchudza plik, ale licho nie
śpi, lepiej zostawić jak jest.
Kiedy ludzie dmuchający na zimno wysyłają pliki wynikowe do druku,
otwierają swój program pocztowy i w polu adresu wpisują wszystkie adresy
mejlowe drukarni, jakie mają w bazie. Dodatkowo łączą się z serwerem
FTP i ten sam plik przesyłają tym kanałem. Kiedy drukarnia zbyt szybko
pobierze im ten plik z konta, zaniepokojeni jego nagłym zniknięciem
wysyłają go ponownie. Czasem są w stanie dmuchać tak kilkakrotnie. Na
koniec wsiadają w samochód lub wysyłają umyślnego z pendrivem. Wolą
przecież dmuchać na zimno.
Kiedy na stanowisko kontrolingu w drukarni docierają te same pliki z
paru adresów mejlowych, z dwóch lub trzech transmisji FTP i z jednego
pendrive posłanego umyślnym, przez chwilę nie wiem co zrobić: sprawdzać
wszystkie pliki po kolei, porównywać wersje, daty powstania, wielkości w
bajtach? A może to nie duplikaty, ale poprawki? Wprawdzie nazwy takie
same, ale licho nie śpi...
Na wszelki wypadek kasuję wszystko i zgłaszam niezgodność. Nie mogę
przecież dać do druku złych plików. Wolę dmuchać na zimno...
Z chochlikowym pozdrowieniem
Andrzej Gołąb
chochlikdrukarski.com.pl
Tekst opublikował użytkownik:
print4all
(Andrzej Gołąb)
print4all o sobie:Razem z gronem współpracowników służymy radą i doświadczeniem w zagadnieniach związanych z głównymi procesami realizowanymi w naszej drukarni:
- DTP i przygotowanie plików do druku
- Kontroling plików produkcyjnych
- Impozycja i naświetlanie CTP
- Pełnoformatowy druk offsetowy
- Introligatorka
- Gospodarka papierem
- System Zarządzania Jakością ISO 9001
Zapraszam także na moją stronę
http://chochlikdrukarski.com.pl
Więcej informacji o użytkowniku
Zaczynam się też obawiać, że drugi skończył podobnie, choć wysłałem go na wyraźne żądanie Chochlika (więc dmuchaczem chyba nie jestem?).
Bo chochliki, Szanowny Panie Andrzeju, mieszkają nie tylko w agencjach, u grafików i klientów. Pewna ich mutacja egzystuje również w drukarniach... | Zaloguj się i odpowiedz