Ile stron wyjdzie w druku? Ilustracja Bronisław Józefiok
Pomiędzy arkuszem wydawniczym a arkuszem drukarskim, do którego musi być
sprowadzona każda pozycja drukowana, istnieje pewien związek. Wprawdzie
kryterium decydującym o ilości znaków na jednej stronie książki jest
zazwyczaj czytelność tekstu, dobrana odpowiednio do rodzaju publikacji i
typu czytelnika, ale w praktyce bywa różnie. Raz tekst trzeba upychać
na maksa, a raz na maksa go napompować.
Na moim biurku obok monitora piętrzy się stosik jedenastu książek, które aktualnie czytam. Sprawdzałem. Pośród nich nie ma ani jednej pary o tych samych wymiarach. Większość oscyluje wokół A5/B5, ale prawidłowości nie można odnaleźć żadnej. Wiarygodność tego stwierdzenia proponuję sprawdzić przeglądając własną biblioteczkę.
Arkusz autorski
Wiemy już co to jest arkusz wydawniczy. Dla zasady wspomnijmy krótko o
arkuszu autorskim, który praktycznie niczym nie różni się od
wydawniczego. Służy jedynie do skonkretyzowania języka rozmów
biznesowych pomiędzy autorem a wydawnictwem, celem obliczenia godziwego
wynagrodzenia za krew, pot i łzy wylane na ołtarzu sztuki.
Problem ten pozostawmy jednak Chochlikowi, gdy będzie pukał do kasy
swojego wydawcy. Do portfela zaglądać mu przecież nie będziemy. Nas dziś
interesuje...
... arkusz drukarski
Z punktu widzenia redaktora czy też osoby przygotowującej skład
publikacji, arkusz drukarski to jednostronnie zadrukowany arkusz papieru
pełnego formatu od A1 do B1. Wszelkie inne definicje jakie spotykam tu i
ówdzie są bałamutne i powielają same siebie. Oczywiście, dla drukarni,
która nie posiada maszyn pełnoformatowych pojęcie arkusza drukarskiego
oznacza dwustronnie zadrukowany arkusz papieru formatu A2-B2, ale
przywoływanie takiej sytuacji powoduje jedynie zamęt definicyjny i nie
wnosi niczego istotnego do naszego zagadnienia.
Przywołajmy raczej wspomnianą już ostatnio Grażynkę z działu kalkulacji, dla której interesująca jest ilość arkuszy papieru, jakie
trzeba uwzględnić przy kalkulacji kosztów druku naszej książki.
Obiecaliśmy przecież podać jej rychło informację o przewidywanej ilości
stron.
Z prostego podziału wynika, że na arkuszu drukarskim możemy zmieścić 8
stron formatu A4-B4, 16 stron formatu A5-B5 i 32 strony formatu A6-B6.
Przy druku dwustronnym każda z tych ilości się oczywiście podwaja i na
jednym arkuszu papieru pełnego formatu da się tym samym wydrukować
odpowiednio: 16, 32 i 64 strony książki.
Przedziwna to sprawiedliwość: po stronie autora tyle nieprzespanych
nocy, rozterek, euforycznych wzlotów, dołów egzystencjalnych i depresji,
a po stronie drukarza: ciach, prach, jeden arkusz papieru puszczony z
odpowiednią prędkością. Piętnaście minut druku i po krzyku.
Wzorzec 1:1
Tylko w jednym przypadku ilość arkuszy wydawniczych równa się mniej
więcej ilości arkuszy drukarskich. Jest tak w sytuacji, kiedy format
książki wynosi A5, a tekst złożony jest jednołamowo, bez żywej paginy,
fontem Times New Roman 10 pkt na interlinii 12 pkt. Możemy wtedy z
grubsza założyć, że jeden arkusz wydawniczy to 16 stron książki. Jest to
sytuacja wzorcowa, bardziej teoretyczna niż praktyczna i można ją
zakładać dla kalkulacji wstępnych, ale wszystkich pieniędzy stawiać na
takie obliczenia nie warto.
W dzisiejszym świecie zrelatywizowanych wartości wszelkie wzorce i
autorytety padają jak muchy. Okazuje się na przykład, że słynny
irydowo-platynowy wzorzec jednego metra znajdujący się w Biurze Miar i
Wag w Sevres pod Paryżem, nie jest już wzorcem wiarygodnym, od czasu
kiedy w domu towarowym Parlez vous Français w tejże miejscowości, na
stoisku z tkaninami znaleziono jego falsyfikat. Podobno w Bułgarii ktoś
zwinął na korbkę wzorzec jednego kilometra*.
Wracajmy jednak do typografii, choć i tu pewników wcale nie mamy więcej.
Jaki format wybrać?
Na moim biurku obok monitora piętrzy się stosik jedenastu książek, które
aktualnie czytam. Sprawdzałem. Pośród nich nie ma ani jednej pary o
tych samych wymiarach. Większość oscyluje wokół A5/B5, ale prawidłowości
nie można odnaleźć żadnej. Wiarygodność tego stwierdzenia proponuję
sprawdzić przeglądając własną biblioteczkę.
Bywa, że książki pochodzące z jednej serii wydawniczej różnią się
wymiarami, a w sytuacjach ekstremalnych nawet wydawnictwa wielotomowe
nie trzymają formatu. To kolejny znak naszych tandetnych czasów i haracz
płacony za pośpiech i pogoń za "niegodziwą mamoną".
My jednak chcemy naszą książkę wydać z zachowaniem wszelkich etycznych,
estetycznych i edytorskich prawideł, więc wybór formatu jest dla nas
sprawą kluczową i mamy zamiar go bronić jak niepodległości przy tym i
kolejnych tomach Chochlika.
Po długiej chwili namysłu wybór nasz pada na format B5, jako najbardziej
odpowiedni dla tak nobliwej pozycji. Puszczamy więc szybki sms do pani
Grażynki z sugestią aby grzała już silniki swego kalkulatora. W
odpowiedzi otrzymujemy jednak równie szybko pytanie a może raczej
stwierdzenie: "B5, czyli 165 x 235 mm netto, tak?". Zaraz, zaraz, nie
za mało to?
Do drukarni przychodzi papier B1 o wymiarach 700 x 1000 mm. Z prostego
podziału tego arkusza wynika, że format B5 wynosi 175 x 250 mm.
Pamiętamy jednak z lektury poprzednich odcinków Chochlika, że
przechodząc przez kolejne etapy procesu produkcyjnego, papier traci na
wymiarach niczym niewiasta na wadze, po wyjściu z clubu fitnes: tu 12 mm
na skalę, tam 10 mm na łapki, w środku po 2 mm na spady, coś dla
falcerki, coś na obrównanie i coś tam jeszcze na klejenie grzbietowe....
A papieru ubywa i ubywa.
W efekcie bezpieczny format B5 możliwy do utrzymania nawet przy zmianie
warunków technicznych wynosi 165 x 235 mm i tego się trzymajmy. Dla
formatu A5 wentyl bezpieczeństwa będzie wynosił 145 x 200 mm, a dla
formatu A4, 205 x 290 mm. Inne formaty najlepiej precyzować bezpośrednio
z drukarnią.
Co kraj to obyczaj
Sprawa dokładnego wymiaru formatu książki po obcięciu jest zagadnieniem
bardziej skomplikowanym niż tu ją przedstawiamy. Znaczenie ma zarówno
format zadruku maszyny drukarskiej, wymiar arkusza papieru, który na
specjalne życzenie Klienta można odpowiednio zwiększyć do formatu B+ ,
kolorystyka, istnienie stron spadowych i wielkości marginesów
wewnętrznych. Niejednokrotnie format wkładu książki mógł by być znacznie
większy, ale specyfika projektu okładki i grubość grzbietu powoduje, iż
pod okładkę docina się całość.
Przestrzegam więc po raz kolejny przed posługiwaniem się w rozmowach z
drukarniami wyłącznie symbolami formatów. Drukarnia może zupełnie
inaczej niż my rozumieć np. symbol B5, a chcąc aby oferta była jak
najbardziej atrakcyjna, miłe panie z kalkulacji będą zawsze próbowały
upakować rzecz przy jak najmniejszych stratach papieru, co jest przecież
zrozumiałe - lasy w dorzeczu Amazonki nikną w oczach na wieki.
Chochlik na szczęście znika tylko do następnego tygodnia.
Z chochlikowym pozdrowieniem
Andrzej Gołąb
chochlikdrukarski.com.pl
Dodatkowe informacje:* więcej szczegółow tego intrygującego skandalu znajdziecie na http://nowypompon.pl/
Tekst opublikował użytkownik:
print4all
(Andrzej Gołąb)
print4all o sobie:Razem z gronem współpracowników służymy radą i doświadczeniem w zagadnieniach związanych z głównymi procesami realizowanymi w naszej drukarni:
- DTP i przygotowanie plików do druku
- Kontroling plików produkcyjnych
- Impozycja i naświetlanie CTP
- Pełnoformatowy druk offsetowy
- Introligatorka
- Gospodarka papierem
- System Zarządzania Jakością ISO 9001
Zapraszam także na moją stronę
http://chochlikdrukarski.com.pl
Więcej informacji o użytkowniku