Optymalizacja kosztów Ilustracja Bronisław Józefiok
Potrafimy już wstępnie oszacować ilość stron w naszej książce. Za nim
jednak obliczenia te podamy do publicznej wiadomości, warto dokonać
jeszcze jednej weryfikacji. Dla optymalizacji kosztów produkcji
znaczenie ma bowiem zarówno konkretna liczba stron, jak i ich
rozmieszczenie na poszczególnych arkuszach.
Pamiętajmy, że nawet jedno wystąpienie na arkuszu drukarskim elementu pełnokolorowego o wielkości główki od szpilki powoduje, iż cały arkusz jest drukowany w pełnym kolorze i potrzebuje on czterech matryc i czterech przejazdów przez agregaty (o ile drukujemy w CMYK-u). To generuje oczywiście koszty i w ten sposób stawia nas często pomiędzy technologicznym młotem a ekonomicznym kowadłem.
Na początek banalny acz czasem zapominany aksjomat: Ilość stron w każdej
książce jest zawsze liczbą parzystą, a liczba kartek równa się połowie
liczby stron. Jeśli pośród czytelników znajdują się osoby mające inne
zdanie, uprzejmie proszę o opuszczenie przez nie sali […].
Tym, którzy pozostali proponuję krótkie zajęcia praktyczno-techniczne.
Głową do głowy albo na waleta
Przygotujmy sobie cztery kartki papieru formatu A3, A4, A5 i A6. Jako
pierwszą bierzemy w obroty kartkę A3 i składamy ją cztery razy, na
przemian wzdłuż i w poprzek. W efekcie otrzymujemy szesnastokartkową
książeczkę. Podobne ćwiczenie wykonywaliśmy już w odcinku „Origami w
Introligatorni" i wiemy, że czynność taka zwie się falcowaniem.
Teraz wykorzystując smukłość naszych palców numerujemy po kolei każdą ze
stron książeczki. Numer wpisujemy zawsze w prawym dolnym rogu każdej
strony. Jeśli będziemy mieli utrudniony dostęp do tego miejsca, nacinamy
lekko bigi na 1/3 ich szerokości.
Po ponownym rozłożeniu składki ukazuje się naszym oczom układ stron na
pełnoformatowym arkuszu papieru dwustronnie zadrukowanego.
Powtarzamy teraz tę samą czynność dla kartek formatu A4, A5 i A6
zginając je odpowiednio trzy-, dwu- i jednokrotnie. Mamy tym samym
komplet typowych rodzajów składek, z jakich będzie złożona nasza
książka.
Rozstawienie optymalne
Po krótkiej lekcji matematyki i czasochłonnych zajęciach
praktyczno-technicznych czas na ćwiczenia z logiki. Analizując układ
stron na naszych arkusikach zauważamy dwie rzeczy:
-
Liczba stron w każdej składce jest parzysta i wynosi odpowiednio 32,16, 8 i 4 strony.
-
Kolejne strony publikacji, w większości nie występują na arkuszu obok siebie, a ich orientacje nie są jednorodne
Z tego łatwo już wysuwamy kilka celnych wniosków:
-
Jeżeli liczba stron w naszej książce jest nieparzysta, co najmniej jedna strona na końcu książki będzie pusta (wakat).
-
Najbardziej optymalną ilością stron w książce formatu B5 jest liczba
będąca wielokrotnością liczby 32. W praktyce równie często stosowana
jest wielokrotność liczby szesnaście, a potem liczby osiem.
-
Najmniej korzystnym, ciągle jednak możliwym wariantem jest zachowanie
warunku podzielności ilości stron przez cztery, bez pozostawienia
reszty.
-
Dwustronicowa reszta pozostała po podziale książki na składki, możliwa
wprawdzie do zrealizowania, niepomiernie zwiększa pracochłonność (a
więc i cenę) obróbki introligatorskiej, obniża estetykę i trwałość
produktu końcowego.
-
Pozostawianie na końcu książki wakatów jest nieeleganckie, a
zagospodarowanie ich tekstem w stylu "miejsce na notatki" jest
delikatnie mówiąc nieporozumieniem. Jak świat światem, a książka
książką, najlepszym miejscem na notatki są białe marginesy na
poszczególnych stronach tekstu głównego.
Mając tę wiedzę, z pewnością nie przekażemy do kalkulacji książki
mającej 321 stron. Nawet, jeśli redaktor nie wyperswaduje autorowi
konieczności skrócenia jednego czy dwóch wątków, to dla wprawnego
dtpowca "zgubienie" jednej strony na przestrzeni 322, to bułeczka z
masłem roślinnym.
No, tośmy sobie pogadali.
Składki kolorowe
W wypadku Dzieł Zebranych Chochlika problem z prawidłowym rozstawieniem i
ilością stron jest już omówiony wystarczająco. Wkład, jak bóg
przykazał jest drukowany jednym (czarnym oczywiście) kolorem, na
jednorodnym papierze (może jakiś ekologiczny offset z recyklingu –
obojętny dla środowiska i przyjazny dla oczu).
Miejsce na dodatkowe kombinacje optymalizujące koszty pojawia się
dopiero wtedy, gdy publikacja nie jest jednorodna kolorystycznie, a
wkład składa się z części drukowanych na różnym papierze.
Najprostszym rozwiązaniem stosowanym nagminnie jest wydzielanie tzw.
wkładki lub wkładek grupujących na jednej składce materiały kolorowe,
drukowane na odmiennym od reszty papierze. Wkładki takie wmontowuje się
pomiędzy jednokolorowe składki z tekstem głównym. Minusem tego
rozwiązania jest dyskomfort w trakcie czytania książki, gdyż materiały
ikonograficzne nie znajdują się bezpośrednio przy tekście, którego
dotyczą. Z drugiej strony lepiej obejrzeć fotografie dobrej jakości,
zgrupowane na kredzie gdzieś pod koniec książki, niż daremnie wypatrywać
zabitych na kiepskim papierze półtonów w zdjęciu wmontowanym tuż obok
tekstu.
Kiedy charakter książki wyklucza możliwość grupowania kolorowych
materiałów w osobne składki, pozostaje nam roztropne żonglowanie
ikonografią w granicach wyznaczonych zawartością merytoryczną. Wbrew
pozorom tutaj ciągle mamy pole do manewru, a zrobione w ramach ćwiczenia
makietki mogą nam się niezmiernie przysłużyć.
Sztuka kompromisu
Pamiętajmy, że nawet jedno wystąpienie na arkuszu drukarskim elementu
pełnokolorowego o wielkości główki od szpilki powoduje, iż cały arkusz
jest drukowany w pełnym kolorze i potrzebuje on czterech matryc i
czterech przejazdów przez agregaty (o ile drukujemy w CMYK-u). To
generuje oczywiście koszty i w ten sposób stawia nas często pomiędzy
technologicznym młotem a ekonomicznym kowadłem. Nie wkładajmy tam
jednak paluchów. Tych dziesięć interfejsów, to przecież bezcenne
narzędzie naszej pracy.
Mój nauczyciel typografii niejaki Piotr Kasprowski, którego rubaszność i
wielką wiedzę będę wspominał do deski grobowej, mawiał do mnie często:
Panie Andrzeju, typografia podobnie jak życie, to sztuka kompromisu.
Miałem wtedy dwadzieścia parę lat i o kompromisie w życiowych wyborach
nie chciałem nawet słuchać, ale prawom typografii ulegałem potulnie.
Dziś sytuacja ma się zgoła odwrotnie. Kompromis życiowy to mój chleb
powszedni, natomiast typografię oceniam z pozycji malkontenta i
chochlikowego skryby. Łatwiej mi się więc wymądrzać.
Z chochlikowym pozdrowieniem
Andrzej Gołąb
chochlikdrukarski.com.pl
Tekst opublikował użytkownik:
print4all
(Andrzej Gołąb)
print4all o sobie:Razem z gronem współpracowników służymy radą i doświadczeniem w zagadnieniach związanych z głównymi procesami realizowanymi w naszej drukarni:
- DTP i przygotowanie plików do druku
- Kontroling plików produkcyjnych
- Impozycja i naświetlanie CTP
- Pełnoformatowy druk offsetowy
- Introligatorka
- Gospodarka papierem
- System Zarządzania Jakością ISO 9001
Zapraszam także na moją stronę
http://chochlikdrukarski.com.pl
Więcej informacji o użytkowniku