Zobacz ile na tobie zarabia Facebook i ile ty możesz zarobić na nim fot. Trish Parisy
Facebook jest bardzo skuteczny w wyciskaniu pieniędzy z użytkowników. W 2011 roku zarobił na czysto
miliard dolarów. Przy 845 milionach
użytkowników oznacza to, że każdy przyniósł Markowi Zuckerbergowi i jego
wspólnikom blisko 1,2 dolara zysku. Czy polscy inwestorzy
będą mogli zarobić na zapowiadanym debiucie giełdowym giganta?
Z szacunków serwisu Alexa wynika, że Facebook jest najpopularniejszym portalem społecznościowym w sieci.
Odwiedza go o 500 milionów internautów więcej, niż drugi w kolejności
serwis Twitter. Na trzecim miejscu zestawienia plasuje się branżowy
portal LinkedIn ze 110 milionami użytkowników miesięcznie.[1]
Sam Facebook w swoim prospekcie emisyjnym, pisze o 845 milionach
aktywnych użytkowników. To ponad 10 proc. światowej populacji. Każdego
dnia zamieszczają 2,7 miliarda komentarzy i znaczników Lubię to!
Co więcej, użytkownicy poświęcają serwisowi coraz więcej czasu. W
grudniu minionego roku internauci z USA korzystali z Facebooka średnio
przez 7 godzin dziennie, co oznacza 32 procentowy wzrost w stosunku do
roku ubiegłego - wynika z analizy firmy badawczej ComScore. Także raport
agencji Nielsen pokazuje miażdżącą przewagę Facebooka nad innymi
społecznościówkami jeśli chodzi o umiejętność zaskarbiana sobie
wierności internautów. [2]
W Polsce największym konkurentem Facebooka jest serwis Nasza-Klasa,
obecnie NK.pl. We wrześniu 2011 roku amerykańskiemu gigantowi udało się
wyprzedzić polski portal pod względem liczby internautów odwiedzających
stronę.
Od tego czasu przewaga Facebooka stale rośnie. W listopadzie 2011 roku
liczba osób odwiedzających tę stronę wyniosła dokładnie 12 346 584
użytkowników. [3]
Gigant z Palo Alto wie niemal wszystko o zainteresowaniach swoich
użytkowników. Firma stworzona i w ponad 30 procentach kontrolowana przez
Marka Zuckerberga ma wgląd w to jakie mają hobby, co czytają, jakiej
muzyki słuchają, jakich mają znajomych, co lubią, gdzie mieszkają,
podróżują, jak głosują, co kupują i gdzie pracują. To wszystko przekłada
się na gigantyczne zyski.
Facebook po mistrzowsku wyciska pieniądze
W ubiegłym roku przychody Facebooka przekroczyły 3,7 mld dolarów. Czysty
zysk sięgnął miliarda dolarów. To olbrzymi wzrost, w 2010 roku
przychody i zyski portalu były o blisko połowę niższe. [4]
Wartość Facebooka szacowana jest na 100 mld dolarów. Dla porównania,
oszacowana przez portal techcrunch.com, wartość NK.pl to tylko 146 mln
złotych. Różnice widać też w zatrudnieniu: Facebook - dwa tysiące osób,
NK.pl - dziesięciokrotnie mniej.
- Facebook w zdecydowanej większości zarabia na reklamach zamieszczanych
na jego stronach, w tym w niewielkim stopniu na sponsorowanych
konkursach - mówi Anna Robotycka z agencji faceAddicted.
Reklamowe filmiki i banery zapewniają 87 proc. wpływów portalu. - Resztę
gigant zarabia na Facebook Credits, czyli platformie służącej
rozliczaniu transakcji, dokonywanych za pośrednictwem portalu - tłumaczy
Robotycka.
- Facebook jest bardzo elastyczny, jeżeli chodzi o ofertę dla
reklamodawców. Reklamę można u nich wykupić już za kilka dolarów i
dokładnie skierować do konkretnego odbiorcy. To wszystko jest na tyle
przyjazne, że kampanie mogą zlecać nie tylko duże firmy, ale przeciętny
użytkownik. Kolejnym atutem Facebooka jest zarabianie na tak zwanym
długim ogonie, czyli zautomatyzowanych usługach, których inni nie
proponują swoim użytkownikom. Mając konto na Facebooku, można na nim
"podpiąć" kartę kredytową i za pośrednictwem portalu robić zakupy -
tłumaczy Robotycka.
Jesienią 2011 roku za jedno kliknięcie w reklamę zamieszczoną na
Facebooku firma, która ją zleciła, płaciła średnio ponad dolara.
Ostatnio stawki spadły do kilkudziesięciu centów. - Mimo wszystko z roku
na rok, budżety wydawane na reklamę w mediach społecznościowych rosną
jak na drożdżach, a lwia ich część trafia właśnie do Facebooka - mówi
przedstawicielka faceAddicted.
Nic dziwnego więc, że, jak wynika z rankingu przygotowanego przez
magazyn Forbes, Mark Zuckerberg z majątkiem 17,5 mld dolarów jest teraz
14. najbogatszym Amerykaninem oraz 52. najbogatszym człowiekiem na
świecie.
Atrakcyjność i medialność modelu biznesowego Facebooka może sprawić, że
spółką zainteresują się także rodzimi inwestorzy. Polacy mogą kupić
akcje serwisu, ale nie we wszystkich domach maklerskich. Trzeba też
ponieść spore koszty. Możliwość taką dają tylko te domy, które prowadzą
rachunki maklerskie w walutach obcych.
Praktycznie każda opłata i prowizja na rynku zagranicznym jest wyższa
niż na warszawskiej giełdzie. Sam dostęp do notowań oraz możliwość
składania zleceń kosztują od 40 złotych rocznie do nawet 320 złotych
miesięcznie (100 dolarów).
Prowizje procentowo nie wyglądają tak źle. Stawki zaczynają się od 0,49
procent od całości transakcji (0,35 proc. w przypadku handlu podczas
jednej sesji). Bardziej odstrasza minimalna wartość prowizji. Rzadko
spada poniżej 50 złotych i najczęściej jest uzależniona od kursu
walutowego.
Przykładowa prowizja wynosi 20 jednostek walutowych (np. dolarów, euro,
funtów). To oznacza, że gdybyśmy chcieli kupić akcje na rynku
amerykańskim, musielibyśmy wydać około 64 złotych - licząc według
wczorajszego kursu NBP.
Aby transakcja nam się opłacała (najmniejszy stosunek prowizji do
zainwestowanej kwoty) potrzebne byłoby co najmniej 12 760 złotych. By
zminimalizować koszty kupna akcji na giełdzie w Londynie, które są
rozliczane w funtach, musielibyśmy wyłożyć odpowiednio ponad 20 tysięcy
złotych.
Inwestując za granicą, oprócz większych opłat ponosimy także dużo
większe ryzyko. Facebook będzie notowany w obcej walucie, więc wpływ na
ostateczny wynik naszej inwestycji miałby kurs dolara w stosunku do
złotego. Musielibyśmy się też pogodzić z mniejszym dostępem do
informacji oraz czytaniem wszelkich istotnych danych w języku
angielskim. Nie mając dostępu do oprogramowania agencji informacyjnych
(Reuters, Bloomberg), który kosztuje kilka tysięcy złotych miesięcznie,
bylibyśmy skazani na zagraniczne portale finansowe, które publikują dane
z opóźnieniem.
Zysk wcale nie jest pewny
Jeśli nie odstraszyły nas wysokie koszty transakcji, to może to zrobić
ryzyko związane z samą spółką. Wprawdzie nie mamy jeszcze podanej ceny
emisyjnej, jednak spekuluje się, że całe przedsiębiorstwo zostanie
wycenione na około 75-100 miliardów dolarów. Tak duża wycena sprawiłaby,
że kapitalizacja Facebooka byłaby niemal 100 razy większa od całości
zysków firmy za ostatni rok. Dla porównania, Google wyceniany jest tylko
12 razy więcej od zysku netto za ostatni rok.
Agencja EMarketer szacuje, że dynamika przychodów Facebooka zostanie
utrzymana. W zeszłym roku przychody firmy wzrosły o 88 procent do 3,71
miliarda dolarów, w 2012 roku ma to być od 6,5 do 6,9 miliarda dolarów.
Portal społecznościowy ma ogromną liczbę użytkowników sięgającą ponad
800 milionów, co samo w sobie może stanowić pewien hamulec rozwoju.
Według Internet Wolrd Stats liczba ludzi na świecie z dostępem do
internetu we wrześniu 2011 roku wynosiła blisko 2,2 miliarda, co stanowi
ponad 30 procent całej ziemskiej populacji.
Ile dało się zarobić na debiutach spółek internetowych
Spółka Stopa - zwrotu na debiucie [5]
-
Google - 18 procent
-
Groupon - 40 procent
-
LinkedIn - 109 procent
-
Zynga - 5 procent
Mając już ponad 30 procent całego internetowego rynku, nie będzie łatwo o
tak dynamiczny rozwój w kolejnych latach. Trzeba pamiętać, że pewien
odsetek osób jest niechętny rejestracji w portalach społecznościowych - a
tym bardziej w takich, które ingerują w prywatność osób korzystających z
portalu.
Teraz podczas podróży będziesz mógł sprawdzić, gdzie są twoi znajomi.
Umożliwi to specjalna samochodowa wersja Facebooka, jaką wprowadza znana
marka. Wyłączyć z puli należy także rynki, do których Facebook nie ma
dostępu, w tym przede wszystkim chiński. Od 2008 roku Facebook w Chinach
podlega cenzurze - to bardzo utrudnia ekspansję portalu. Szacunki
McKinsey mówią, że liczba chińskich internautów zbliża się do pół
miliarda, a w 2015 roku ma ich być już 750 milionów.
Do pozytywów nie należy również fakt, że jednym z głównych akcjonariuszy
spółki jest Goldman Sachs. Warto zauważyć, że jest to raczej
instytucja, która skupia się głównie na spekulacji i krótkoterminowym
zysku. Tym samym może się pojawić zagrożenie, że wielki bank
inwestycyjny zaraz po debiucie będzie sprzedawał akcje portalu, podczas
gdy mniejsi inwestorzy będą je kupować. Facebook wchodzi na giełdę w
najlepszym dla siebie momencie, kiedy dynamika zysków i przychodów jest
największa.
Trzeba także pamiętać, że Facebook ma istotną konkurencję ze strony
Google, Twittera oraz LinkedIn. Do stawki w każdej chwili może dołączyć
inny portal, który zrewolucjonizuje podejście do social media. W branży
informatycznej szybko zdobywa się pozycję lidera i tak samo szybko się
ją traci. Sztandarowym przykładem jest tutaj Yahoo, który w 1996 roku
był największą wyszukiwarką w USA, a podczas debiutu był wyceniany na
200 razy więcej niż wynosiły przychody firmy. Teraz jest wart 50 razy
mniej.
Nie można zaprzeczyć, że Facebook nadal będzie się rozwijał i zwiększał
swoje dochody. Jednak poziom ryzyka inwestycji jest przytłaczający.
Zatem na kupno akcji portalu powinniśmy przeznaczyć jedynie niewielką
część pieniędzy - nie więcej niż 10 procent oszczędności. Niewielu
będzie mogło sobie na to pozwolić, gdyż w praktyce oznacza to, że musimy
dysponować kapitałem ponad 120 tys. złotych.
HISTORIA FACEBOOKA I KONTROWERSJE WOKÓŁ FIRMY
Facebook powstał w lutym 2004 roku, jako projekt dwóch kolegów z
Harwardu - Marka Zuckerberga i Eduardo Saverina. Już po miesiącu
obecności w sieci serwis stał się fenomenem wśród studentów nie tylko
Harwardu, ale i Stanforda oraz Columbii. Po niecałym roku od powstania
portal miał już pierwszy milion użytkowników, a Saverin i Zuckerberg
zrobili sobie przerwę w studiach by zająć się biznesem na pełen etat. W
sierpniu 2005 roku serwis zrezygnował z przedrostka The i zaistniał
oficjalnie w sieci pod aktualną nazwą. W maju 2006 roku Facebook wyszedł
poza mury uczelni i otworzył się na sieci firmowe, a od września 2006
na portalu może się zarejestrować każdy. Zuckerberg nie wrócił już na
uczelnię, a miedzy wspólnikami zaczął narastać konflikt. Saverin rozstał
się z Facebookiem, zachował jednak 5 procent udziałów w firmie, których
wartość jest obecnie szacowana na 2,75 miliardó w dolarów. Wywalczył
też w sądzie prawo do tytułu jednego z założycieli serwisu, który
przysługuje ponadto Chrisowi Hughes'owi i Dustinowi Moskovitzowi.
Pierwszy pełnił rolę rzecznika prasowego firmy, drugi był dyrektorem ds.
technologii. Lista osób, które utrzymują, że przyczyniły się do sukcesu
Facebooka jest jednak znacznie dłuższa. Roszczenia wysuwają m.in.
Cameron i Tyler Winklevoss, którzy oskarżyli Zuckerberga o kradzież
własności intelektualnej, a konkretnie kodów źródłowych strony. Konflikt
zakończył się serią rozpraw sądowych i ugodą w myśl której Facebook
zapłacił braciom 65 mln dolarów. Nadal otwarta jest natomiast sprawa
Aarona Greenspana, który w 2003 roku stworzył serwis dla studentów
Harwardu. Jego część nosiła nazwę The Face Book i na tej podstawie
Greenspan oskarża Zuckerberga o kradzież pomysłu i marki.
Anna Anagnostopulu, Andrzej Zwoliński, Artur Nawrocki
Źródło: Money.pl
Dodatkowe informacje:[1] Źródło: Alexa Global Traffic Rank, luty 2012, za: www.ebizma.com
[2] Źródło: Nielsen Social Media Report, maj 2011
[3] Źródło: Gemius/PBI, listopad 2011
[4] Źródło: Facebook
[5] Źródło: Bloomberg, Yahoo Finance