logo
WIEDZA
Polska reklama i poligrafiaWIEDZA

Czarny Piątek po polsku

  PR 24.11.2016, przeczytano 956 razy

Już jutro „Black Friday”. W ubiegłym roku podczas Czarnego Piątku Amerykanie wydali 67,6 mld dolarów. Zgodnie z danymi firmy Fundivo aż 136 mln mieszkańców USA zrobiło zakupy w trakcie wyprzedażowego weekendu, a średni rachunek wyniósł 403 dolary. Nic dziwnego, że zakupowe szaleństwo stało się niepisaną tradycją za oceanem. To okazja do zwiększenia przychodów, promocji firmy i pozyskania nowych klientów. A jak z tym „świętem” radzą sobie polscy sprzedawcy?


Artykuł pochodzi z portalu Signs.pl: https://www.signs.pl/czarny-piatek-po-polsku,30629,artykul.html

Jednoznaczna geneza ustanowienia pierwszego piątku po amerykańskim Święcie Dziękczynienia, dniem wielkich wyprzedaży, nie jest znana. Samego określenia Black Friday po raz pierwszy prawdopodobnie użyto w mediach w 1981 roku. Miał być to dzień, w którym sprzedawcy nareszcie wychodzą na plus. Dobry wynik sklepu zapisywany był zazwyczaj czarnym tuszem, więc jeżeli rachunki były „czarne” oznaczało to, że sprzedawcy zarabiali.

To do niedawna typowo „amerykańskie święto”, za sprawą Internetu spopularyzowało się również na innych rynkach. Tak jak zaadoptowało się u nas amerykańskie Halloween, tak i Black Friday cieszy się coraz większą atencją sklepów i kupujących. Lidl, nie zrażony wynikami swojej ostatniej promocji ogłosił już, że w Black Friday w sieci będzie można kupić tekstylia, produkty AGD i RTV z nawet 70 proc. rabatem. Do akcji włączają się też sklepy internetowe.

Obniżka cen? Owszem, ale konkretna

Szaleństwo piątkowych wyprzedaży w USA kojarzy się zazwyczaj z tłumami klientów tratujących się przed wejściem do marketu niż zakupami w e-commerce – do internautów skierowany jest tzw. Cyber Monday, przypadający trzy dni później. Jednak w Europie, a jak można zauważyć również w Polsce, te dwa dni często traktowane są jako jeden weekend i w znacznie większym stopniu dotyczą handlu internetowego niż mogłoby się to wydawać. Polskie sklepy stacjonarne nie są specjalnie zainteresowane obniżaniem cen w listopadzie i wolą dłużej korzystać z większych marży, przygotowując się do bożonarodzeniowego boomu zakupowego.

Korzysta na tym e-commerce, oferując rabaty głównie na odzież, elektronikę i zabawki, jednak specyfika Czarnego Piątku jest nieco inna niż zwykłych, sezonowych wyprzedaży. Klienci nie polują na drobne rabaty, albo darmową wysyłkę, oczekują wyjątkowych okazji cenowych, które są adekwatne do wartości nabywanych produktów. W Polsce sklepy niestety nie wykorzystują potencjału marketingowego Czarnego Piątku.

– Polskich konsumentów zdecydowanie można określić mianem smart shoperów. Porównywanie produktów i ich cen zarówno w sieci, jak i w sklepach stacjonarnych, to dla nich chleb powszedni. Gorzej ze sprzedawcami, którzy wciąż jeszcze nie odrobili podstawowej lekcji z promocji i mimo, że widzą potencjał sprzedażowy w takich dniach jak Czarny Piątek, nie potrafią go właściwie wykorzystać i dostosować odpowiedniego poziomu obniżek do warunków rynkowych i oczekiwań klientów – wyjaśnia Jakub Kot, CEO Dealavo, firmy dostarczającej narzędzia do analizy i porównywania cen online dla sprzedawców, dystrybutorów i producentów – Rabaty to narzędzie, które powinno być wykorzystywane świadomie i tylko w stosunku do produktów, w przypadku których wiemy, że klient zwraca uwagę na cenę. Na niektórych grupach produktów rabaty są po prostu zbędne, ponieważ nie przekładają się na zwiększenie sprzedaży. Powinny zatem być narzędziem polityki cenowej używanym rozważnie i wyłącznie w oparciu o rzetelną analizę cen, gdyż w przeciwnym wypadku mogą wywołać wojnę cenową, nie przynosząc sprzedawcom żadnych korzyści – zwraca uwagę ekspert.

Można zatem powiedzieć: „jeżeli wchodzisz w Czarny Piątek – zaoferuj konkretne rabaty i nie drażnij lwa”. Najgorsze co może zrobić sprzedawca, to zaproponować ceny nie różniące się niczym od tego, co klient może znaleźć każdego dnia w dziale z promocjami i wyprzedażami na stronie jego sklepu lub u konkurencji.

Oczywiście każdy sprzedawca widzi w tego typu promocjach szansę na zwiększenie swoich przychodów, więc dawanie bardzo wysokich rabatów na całą ofertę nie jest najlepszym rozwiązaniem. Przy promocjach, takich jak Czarny Piątek dla klienta będzie liczył się fakt, że np. może nabyć produkt znanej marki po cenie, która na co dzień nie jest możliwa do uzyskania czy to w sklepie stacjonarnym, czy online.

Klęska urodzaju

W Stanach Zjednoczonych Czarny Piątek oznacza dla e-sklepów prawdziwy test. Ograniczony metraż sklepu, który w przedświątecznej gorączce przeżywa prawdziwe oblężenie klienta/cm2 spokojnie można porównać do ograniczonej przestrzeni wirtualnej, czyli do zasobów serwera, na którym „postawiony” jest sklep internetowy. Te szybko się wyczerpują. Jak się okazuje, klienci e-commerce również czekają w tym okresie w kolejkach, z tą różnicą, że w wirtualnych. Podczas Czarnego Piątku czy Cyber Monday, wyłączenia stron internetowych sklepów oferujących rabaty, to powszechne zjawisko.  Idą za tym milionowe straty.

Na własnej skórze odczuł to amerykański gigant i niekwestionowany król wyprzedaży – Walmart, którego zaplecze techniczne przed czterema laty po prostu nie wytrzymało. Klienci od Nowego Jorku po San Francisco, którzy chcieli skorzystać z internetowego serwisu sieci sklepów zaraz przed północą zwiastującą Czarny Piątek natrafili na nieodpowiadające podstrony, błędy logowania oraz wirtualne koszyki, do których nie można było dodać żadnego zakupu. Produkty zostały wycofane ze sprzedaży zanim klienci otrzymali w ogóle możliwość ich nabycia. Spowodowało to lawinową frustrację a w stacjonarnych sklepach doszło do incydentów z użyciem gazu pieprzowego a nawet do strzelaniny przed jednym z Walmartów.

W tym samym roku problemów doświadczyła również witryna Victoria Secret. Sklep online słynnej marki odzieżowej był niedostępny przez 80 minut w trakcie Black Friday. Odwiedzających witrynę witał jedynie komunikat: "Przepraszamy, strona chwilowo niedostępna”. Rok wcześniej prawdziwy koszmar przeżył American Eagle Outfitters, gdy witryna amerykańskiego potentata branży odzieżowej była niedostępna przez osiem dni. Ogrom strat spowodowanych niedostosowaniem technologicznym serwerów do setek milionów odwiedzin strony AEO znacznie zainteresował media, które zadawały z reguły jedno pytanie: czy nie można było się przed tym zabezpieczyć?

– Nagły wzrost ruchu w e-sklepie oznacza konieczność zwiększenia mocy obliczeniowej. To trochę tak, jakby w stacjonarnym sklepie trzeba było do obsługi tłumu klientów nagle zatrudnić dodatkowych ekspedientów. Niestety, e-sklep nie jest w stanie zwymiarować, w jakim stopniu ten ruch będzie narastał, nie dysponuje też zazwyczaj dodatkowymi serwerami, bo generowałoby to niepotrzebne koszty. To sprawia, że w momencie przedświątecznego szczytu zakupowego strony ładują się albo bardzo wolno, albo są automatycznie wyłączane przez dostawcę hostingu. Jednym z najlepszych rozwiązań jest w takiej sytuacji skorzystanie z usług typu IaaS,  czyli dzierżawy serwerów dedykowanych, cloudu computingu, itd. – wypożyczenia mocy obliczeniowej na czas zwiększonego ruchu, np. na miesiąc lub dwa. Gdy szał zakupowy mija, można z nich zrezygnować, nie generując niepotrzebnych wydatków związanych z zakupem sprzętu
 – tłumaczy Krystian Fydrych z Atmana.

Rafał Kuśmider z dhosting.pl podpowiada, że w przypadku mniejszych sklepów dobrym rozwiązaniem jest rozliczanie się w zależności od rzeczywistego ruchu na stronie – na zasadzie prepaidu. To zabezpiecza e-sklep przed nagłym wzrostem wydatków a jednocześnie przed problemami z dostępem do serwisu.

– W obecnych czasach wystarczy jeden post na Facebooku, bądź portalu Wykop.pl, by wygenerować ogromną ilość odwiedzin nawet niewielkiego serwisu w krótkim czasie. Elastyczny hosting ma tę zaletę, że jeśli ruch na stronie wzrośnie nagle i niespodziewanie, to w momencie internetowego szczytu użytkownik może doładować konto z poziomu panelu administracyjnego i ustawić progi maksymalnych wydatków w skali dnia, tygodnia oraz miesiąca - zwraca uwagę Rafał Kuśmider, CEO dhosting.pl.

Wróć do mnie!

Końcowy rezultat akcji promocyjnych w sektorze e-commerce uzależniony jest od kilku czynników. Wśród nich wymienić można: skuteczną kampanię informacyjną, kuszące obniżki oraz wyprzedaże, a także samą edukację internauty, który często jest pozostawiony samemu sobie w tej ofertowej dżungli rabatów i przecen. E-sklepy powinny przywiązywać zatem dużą wagę do tego, jak kupują ich klienci, czyli do samego mechanizmu zakupowego. Tym bardziej, że klienci najczęściej „uciekają” z e-sklepu w ostatnim, finalnym etapie zakupowym. Porzucając koszyk i odchodzą od wirtualnej kasy. Rezygnują często przez to, że nie otrzymali od sprzedawcy odpowiednich informacji, które miałyby ich przekonać do zakupu. A to już robota dla analityków Big Data.

E-sklepy rozpoczynają swoją wielką ofensywę ofertową już w drugiej połowie listopada. To wtedy zaczyna się okres „wodzenia na pokuszenie” internautów, do których zewsząd uśmiechają się bannery reklamowe z obietnicą „wielkich obniżek” i „czyszczenia magazynów”. Ruch na stronach zwiększa się, klienci przeglądają oferty, a sprzedawcy już zacierają ręce. Jednak prawdziwy test z zarządzania e-sklepem zaczyna się właśnie wtedy, gdy klient znika z witryny i trzeba znaleźć sposób, aby zachęcić go do powrotu.

– Listopad, a wraz z nim: Black Friday i Dzień Darmowej Wysyłki, a także grudzień i styczeń, to miesiące stanowiące serię sprzedażowych okazji dla e-sklepów. Z drugiej strony – to również gigantyczny potencjał marketingowy, który e-sklepy często zaprzepaszczają. Przez witryny internetowe w tym okresie przewijają się przecież tysiące użytkowników, którzy przy okazji poszukiwania produktów, pozostawiają po sobie wiele cennych danych w postaci plików cookies. Są w nich zawarte informacje o tym, czego internauci poszukiwali, co mieli w swoich koszykach, co kupili, a co odstawili na wirtualną półkę itd. Niestety, polskie e-sklepy rzadko wiedzą, jak te dane analizować i wykorzystywać – tłumaczy Elżbieta Czakon, Head of e-commerce w Cloud Technologies, warszawskiej spółce specjalizującej się w analityce i monetyzacji danych. –  Pierwszym krokiem e-sklepów powinno być rozbudowanie bazy danych o swoich klientach, czyli ich systemu CRM. Można to osiągnąć poprzez integrację z danymi z zewnętrznych platform Big Data, czyli tzw. platform DMP. Dzięki danym tego typu e-sklep uzyskuje bardziej precyzyjny profil swojego klienta. Dowiaduje się więcej o jego preferencjach produktowych i intencjach zakupowych, a tym samym może lepiej dopasować ofertę do indywidualnych potrzeb czy udzielić klientowi dedykowanych kodów rabatowych na produkty, które przeglądał lub miał w swoim koszyku. Co więcej – dzięki danym e-sklep może również pozyskać nowych klientów, wykorzystując strategię look-alike modelingu, czyli poszukiwania wśród internautów nowych klientów, którzy będą odpowiadali profilowo najlepszym klientom e-sklepu – dodaje Elżbieta Czakon.

Big Data marketing to jeden z najdynamiczniej rozwijających się trendów na rynku reklamy online. Według raportu firmy Gartner aż 73 proc. organizacji na świecie w ciągu najbliższych 2 lat, planuje zwiększyć wydatki na ten segment. Szacuje się, że do 2020 roku to właśnie reklama spersonalizowana zdominuje Sieć.

Według statystyk Cloud Technologies wzrosty sprzedaży w targetowanych kampaniach  reklamowych wykorzystujących dane, sięgają od 20 proc. do nawet 120 proc., w zależności od specyfiki poszczególnych kampanii. Górny wynik jest osiągalny w przypadku sprzężenia systemu CRM e-sklepu z danymi z zewnętrznych źródeł, czyli 3rd party data, przechowywanymi na platformach DMP.

Źródło: Cloud Technologies

PR - Tekst opublikowany bezpłatnie na podstawie promocyjnych materiałów prasowych. Redakcja nie odpowiada za jego treść.

REKLAMA

Komentarze

Zaloguj się i dodaj komentarz
,

Dwa tygodnie wcześniej podnieść ceny.
W piątek zejść z cenami do poziomu sprzed podwyżek.
Polski black friday.

avatar użytkownika
,

To jakaś polska specyfika?  

,

Patrzę po e-mailach otrzymanych wczoraj, tych przesłanych na okoliczność CP, i dochodzę do wniosku, że tak, jak najbardziej.  

avatar użytkownika
,

Serio uważasz że zagraniczni handlowcy nie znają i nie stosują tej techniki?  

,

Zaraz...
znaczy się mam analizować nigeryjski black friday, albo pakistański czy rumuński?
  

avatar użytkownika
,

A można inaczej chcąc ocenić czy to polska specjalność?  

,

Nie ma obowiązku badania przekrojowego czy to przez Europę czy świat.
Można badać wyłącznie polskie realia i na tej podstawie dowolnie wnioskować.
  

avatar użytkownika
,

Mylisz się. Kwalifikacja typu "piątek po polsku" wskazuje na istnienie specyficznych, polskich cech, odróżniających ten piątek od piątków w innych obszarach naszego Globu. Nie da się takiego rozróżnienia przeprowadzić w sposób poprawny metodologicznie i logicznie nie posługując się porównaniem.  

,

Z piątkiem po polsku jest jak z promocją wg Lidla.
  

avatar użytkownika
,

Casus promocji Lidla też jest specyficznie polski?  

,

A spotkałeś gdzieś w świecie konsumenta, który kupuje pełne słoiki, na parkingu przekłada ich zawartość do innego naczynia, po czym wraca i składa reklamację na tę zawartość oczekując zwrotu pieniędzy?

Ja nigdzie.
  

avatar użytkownika
,

Ale skąd pomysł że gdzieś indziej na świecie sytuacja nie powtórzyłaby się dokładnie gdyby zaproponowano ludziom taką możliwość?   

,

Może stąd, że Lidl nie jest polską firmą i zapewne realizuje akcje promocyjne w Polsce w oparciu o 'własne globalne rozwiązania'.  

avatar użytkownika
,

Chcesz powiedzieć że Lidl rzeczywiście przeprowadził podobną akcję poza Polską i efekt był inny niż u nas?  

,

Myślisz, że promocje Lidla na polski rynek są unikatowe w skali świata?  

avatar użytkownika
,

A dlaczego nie? Robienie promocji bez uwzględniania lokalnych warunków - choćby konkurencji - zalatuje amatorszczyzną albo głupotą.  

,

Znaczy się zakładali, że różnimy się od innych cywilizowanych nacji i wiedzieli, że Polacy będą próbowali okradać ich sklepy?

To po co zaczęli tę feralną promocję, skoro wiedzieli co będzie?
  

avatar użytkownika
,

Tak - należy zakładać, że różnimy się od innych cywilizowanych nacji, dodatkowo należy przeanalizować pozostałe różnice - w ofercie, cenach, otoczeniu konkurencyjnym itp.

Ale akurat problemy Lidla z tą promocją nie wynikały z niedopilnowania lokalnej specyfiki, ale z absurdalnych warunków tej akcji, która skończyłaby się podobnie w każdym innym miejscu. Ludzie nadużywający tych warunków nikogo nie okradali. Można się zastanawiać czy byli szczerzy zgłaszając się z pustymi opakowaniami po rzekomo nieodpowiadających im produktach. Ale co to znaczy "szczerzy"? Wobec kogo "szczerzy"? Wobec siebie? Sieci Lidl? Pani w kasie? Nie trzeba być psychologiem aby wiedzieć, że ludzie nie umieją być szczerzy nawet wobec siebie, a coś takiego jak "szczerość" w stosunkach ze światem zewnętrznym to kompletna fikcja. Trzeba być kompletnym kretynem aby zasadzić na "szczerości" powodzenie takiej akcji.

Ale czy na pewno kretynem? A może właśnie o to chodziło - aby sprowokować ludzi do ekstremalnych zachowań, o których będzie huczało w mediach, a oburzeni aspiranci do cywilizowanego świata będą gardłować na ten temat na forach i w mediach społecznościowych? Trochę zmarnowanych kasz, dżemów i jogurtów to ułamek wartości ekwiwalentu reklamowego, który dzięki tej akcji uzyskano. Jeśli to prawda, to stałeś się właśnie jednym z influencerów i ambasadorów marki. Gratulujemy, jesteś wpływowym człowiekiem!
  

,

Założenie promocji - Możesz oddać, jeśli nie smakowało.

Oddałbyś, gdyby Ci smakowało, ale mimo to mógłbyś dostać pieniądze z powrotem?
  

,

Aaaaa. Oni wcale nie chcieli wyprzedać zapasów magazynowych, oni liczyli na ekwiwalent reklamowy w mediach.

Teraz wszystko jasne.
  

avatar użytkownika
,

Pytaj psychologa - wyjaśni Ci, że jeśli będziesz miał interes, bardzo łatwo zracjonalizujesz sobie odczucia smakowe do postaci pozwalającej oddać towar z czystym sumieniem. Powtórzmy zatem: tylko kretyn albo wytrawny, cyniczny gracz ustawia w ten sposób warunki promocji. A Ty stałeś się jej narzędziem za darmo - nie dostałeś nawet zestawu testowego z jogurtami, kaszą i dżemem.  

,

Powiadasz zatem, że jestem częścią ekwiwalentu reklamowego?  

,

Pytam Ciebie.
Dopuściłbyś się oszustwa, żeby dostać zwrot kasy za jogurt czy powidła?
  

avatar użytkownika
,

Jeżeli to oszustwo, to czy organizator promocji nie powinien ponieść odpowiedzialności karnej za podżeganie do przestępstwa? Twoja interpretacja kazałaby ocenić postępowanie organizatora znacznie, znacznie surowiej niż postępowanie ludzi chcących skorzystać z możliwości wypicia darmowego jogurtu...  

,

Aaaa czyli to wina kobiety, bo nie dość, że założyła za krótką sukienkę, to jeszcze poszła sama do baru i piła alkohol.
  

avatar użytkownika
,

Lidl nie zakładał sukienek ani nie chodził do baru. Lidl powiedział wyraźnie w warunkach promocji, że to, co zarzucasz jej uczestnikom i co nazywasz przestępstwem, jest zgodne z zasadami gry, do której ludzie zostali zaproszeni. Twoje porównanie jest zatem bliskie prawdy, ale nie dość precyzyjne. Jeśli szukać analogii, a Twoja diagnoza miałaby być słuszna, to postępowanie organizatora promocji należałoby raczej porównać z postępowaniem alfonsa. Wiesz - takiego kolesia, co zaczepia ludzi na placu Pigalle, oferując "bumsi bumsi thalala"...  

,

Brzydko relatywizujesz.  

avatar użytkownika
,

A gdzie tu masz powoływanie się na okoliczności rzutujące na optykę i ocenę sytuacji?

Nie ma tu żadnego relatywizowania - uzależniania oceny zdarzenia od oceny okoliczności, bo wszystko co trzeba wiedzieć o mechanizmach tej akcji zostało czarno na białym zapisane w jej regulaminie. Ludzie zostali wezwani i zaproszeni do działań, które nazywasz przestępczymi.

Jeśli faktycznie były przestępstwem, to mielibyśmy do czynienia z klasycznym podżeganiem do przestępstwa, a jeśli chcesz szukać analogii w sferze związanej z seksem - z działaniami alfonsa organizującego dziewczynom klientelę albo z wysiłkami pań nagabujących klientów do skorzystania z usług koleżanek w klubach Go Go. Porównywanie Lidla do ofiar gwałtów jest z Twojej strony nadużyciem tyleż bezczelnym co cynicznym i świadczy o tym, że skończyły Ci się argumenty merytoryczne, zaczynasz więc ratować się odwoływaniem się do podkręcanych sztucznie emocji.

Ochłoń - nie organizowałeś promocji Lidla, nie ponosisz za nią odpowiedzialności. Być może dałeś się wykorzystać do ambasadorowania i influencerowania na rzecz tej akcji, co wcale nie świadczy Tobie źle. Nie jesteś "częścią ekwiwalentu reklamowego" - ale dołożyłeś do tej puli swoją cegiełkę.
  

,

Brzydko relatywizujesz usiłując usprawiedliwiać nieetyczne zachowania konsumentów regulaminem promocji.
Jakby nie istniały normy moralne, zasady 3współżycia społecznego czy choćby zasady dobrego wychowania.

Tak, oczywiście, pewien odsetek populacji łamie prawo, zasady, za nic ma etykę czy moralność. Ale to zwykle są przestępcy, karani lub wkrótce ukarani.
  

avatar użytkownika
,

Rozumiesz pojęcie "relatywizować", "relatywny", "relacja"? Relatywizowanie polega na ocenie dokonywanej za pomocą porównania. W naszym rozumowaniu niczego takiego nie ma. Jest prosta konsekwencja - jeśli zarzucasz komuś nieetyczne lub przestępcze działania, to należy uczciwie ocenić odpowiedzialność i postawę etyczną tego, kto do takich działań namawia. Tak działa cały wymiar sprawiedliwości - jeśli ktoś podżega do zabójstwa, to idzie siedzieć razem z mordercą, choć nie on pociągał za spust. Uważasz, że wymiar sprawiedliwości brzydko relatywizuje odpowiedzialność w takiej sytuacji?

Nie rozgrzeszamy wcale mordercy - ani fakt że ktoś został do takiej akcji zaproszony, ani to że sobie zracjonalizował własne postępowanie nie czyni tego postępowania chwalebnym. Ale protestujemy przed tym co usiłujesz pokrętnie robić, stawiając podżegacza w roli rzekomej ofiary. I robisz to nadal chyba całkiem za darmo - prawda?
  

,

W Twoim modelu, można zabrać pozostawiony na chodniku nieprzypięty rower, bo przecież właściciel zdefiniował zasady, pozbawiając pojazd ochrony.
W moim modelu, cudzy rower niezależnie od tego czy jest przypięty czy nie, nadal pozostaje cudzy i nie można go sobie wziąć.
  

avatar użytkownika
,

Fantazjujesz, a fakty są przecież znane. Zasady zaproponowane przez właściciela nie polegały na pozbawieniu roweru ochrony - gdyby tak było, zachowanie klientów rzeczywiście skandaliczne. Z taką sytuacją mamy na przykład do czynienia w wypadku Adblocka. Złodzieje okradający właścicieli serwisów przy użyciu tego narzędzia dokładnie tak tłumaczą swoją złodziejską działalność.

Ale tutaj było inaczej. Właściciel zachęcał - weź rower, wypróbuj, możesz oddać jedną śrubkę... Masz pretensje że ludzie oddawali śrubki? Do kogo?
  

,

Fakty są znane - Klient mógł oddać produkt z którego NIE BYŁ zadowolony.

Niezadowolenie nie objawia się przekładaniem zawartości setek słoików do innego naczynia.
  

avatar użytkownika
,

Przy odpowiednim nastawieniu psychicznym może się tak objawiać. Organizator powinien był to przewidzieć. To tak jakby rząd zapowiedział, że nie musisz płacić podatków jeśli uznasz, że pieniądze są Ci potrzebniejsze niż rządowi. Zapłaciłbyś?  

,

Porównujesz nieporównywalne.
Nie można zjeść całego obiadu a potem oczekiwać zwrotu pieniędzy bo nie smakowało.
Jak nie smakuje, to NIE JESZ.
  

avatar użytkownika
,

A kto zaproponował takie warunki? Kłamiesz twierdząc, że narzucili je klienci korzystający z braku nadzoru. To organizator akcji zaproponował: zjedz obiad, a jak nie będzie smakować to zwrócimy kasę. To co tak potępiasz, stoi niestety czarno na białym w warunkach promocji i jest porównywalne 1:1 z propozycją decydowania w sprawie płacenia podatków. Choćbyś stanął białym na czarnym, albo nawet białym na białym - nie ukryjesz tego, ani nie zmienisz sensu tych skandalicznych zapisów.  

,

Organizator zaproponował: spróbuj, a jeśli nie będzie smakowało oddamy kasę.

Ile kęsów czegoś co Ci nie smakuje jesteś w stanie przełknąć?
A może przekładasz do innego naczynia 'na później', bo może kiedyś zasmakuje?
  

avatar użytkownika
,

No - na przykład. I co? Mieści się to w warunkach wymyślonych i zaproponowanych przez organizatora - czy się nie mieści, panie etyczny?  

,

Może tam jest jak z Signs.
Niby nie można, a jednak można...
  

avatar użytkownika
,

Nie - tam organizator napisał wprost że można.  

,

Napisał, że można jeśli nie smakuje.
A to zmienia postać rzeczy i ocenę zachowań konsumentów.
  

avatar użytkownika
,

Plączesz się już na maksa. Kilka wierszy wyżej napisałeś coś odwrotnego. Znajdziesz sam? A z resztą... :

"Nie można zjeść całego obiadu a potem oczekiwać zwrotu pieniędzy bo nie smakowało."
  

,

Dokładnie.
Czyli jeśli ktoś PRZEKŁADA zawartość słoika do innego naczynia, żeby zwrócić pusty i zażądać zwrotu gotówki, to łamie warunki promocji.

Gdyby wyrzucił zawartość do śmietnika, wtedy byłoby zgodnie z warunkami promocji.
Nie smakowało, wyrzucił, żąda zwrotu zapłaty.
  

avatar użytkownika
,

Jak to? Nie można zjeść batona, skrzywić się i uznać ze nie smakował? A cóż Ty teraz za bzdury wymyślasz? Ratuj się jakoś ładniej!  

,

Oczywiście, że możesz zjeść, cokolwiek niesmacznego, w całości.
A potem wymyślać różne głupstwa uzasadniające swoje zachowanie.

Możesz też nie czytać tego co jest napisane i odpowiadać w oderwaniu od argumentów dyskutanta.
  

avatar użytkownika
,

No przecież odpowiadamy dokładnie na to co piszesz. Organizator zaprosił ludzi do zjedzenia batonów i obiecał zwrot kasy jeśli uznają że im to nie smakowało. No to jak nie można skoro można - skoro organizator sam się prosił aby tak robić?  

,

Więc jeszcze raz, jak małemu, lekko opóźnionemu w rozwoju, dziecku.

Klient może zwrócić artykuły spożywcze, chemiczne i kosmetyki (ale tylko te zrobione na zamówienie sieci, czyli marki własne), jeśli uzna, że mu one nie odpowiadają. I dostaje pieniądze z powrotem.

Nie ma zatem mowy o tym, że można kupić 100 batoników, przełożyć je do zbiorczego pudła i oczekiwać zwrotu gotówki. Nie ma mowy o przelewaniu 100 litrów płynów do beczułek i zwracaniu pustych butelek.
  

avatar użytkownika
,

Nie nie kolego - teraz usiłujesz się wycofać rakiem. Zacytujmy zatem Twoją wypowiedź:

"Nie można zjeść całego obiadu a potem oczekiwać zwrotu pieniędzy bo nie smakowało.
Jak nie smakuje, to NIE JESZ. "

Jak widzisz nie mówisz tu o 100 batonach, ale o zasadzie żądania zwrotu pieniędzy za skonsumowany towar. Otóż tę zasadę organizator dopuścił, mało z tym - zrobił z tej zasady naczelnego hiciora całej promocji. Ty natomiast chcąc być bardziej papieskim niż sam papież zacząłeś bronić organizatora przed nim samym piętnując coś czego on sam piętnować wcale nie zamierzał i na czym prawdopodobnie mocno skorzystał marketingowo, powetowawszy sobie z nawiązką straty na batonach.

Wyszło trochę śmiesznie, bo wygląda na to, że gdybyś mógł w tej sprawie decydować, zrobiłbyś organizatorowi więcej szkody niż wszyscy zjadacze i przelewacze razem wzięci.

I w dodatku nic sobie nie odlałeś...
  

,

Czego nie rozumiesz w tym zdaniu?

Przypomnę, że akcja została zakończona bo ludziom nie smakowały towary w ilościach hurtowych - zawartość setek słoików lądowała w kontenerkach i beczułkach a zniesmaczeni zawartością ludzi szli po zwrot kasy.

I tak jak nie zjadasz do końca obiadu, który nie smakuje, bo to jest wbrew logice i zdrowiu, tak nie kupujesz HURTOWO słoików z niechcianą zawartością.

Chyba, że planujesz WYŁUDZIĆ zwrot pieniędzy a zawartość cichcem, jak chytra baba z Radomia, zużyć.
  

avatar użytkownika
,

Ale Ty nie o tym pisałeś, nie potępiałeś wyłącznie hurtowego przelewania soków. Zaatakowałeś też tych, co kupili jeden sok, wypili do dna, beknęli, stwierdzili że im nie spasił - i wrócili zgodnie z wymyślonymi przez organizatora zasadami do kasy - po kasę.

Wydaje się, że to mimo wszystko opłaciło się organizatorowi. Nie masz bladego pojęcia z jakich powodów zakończył on promocję, więc nie częstuj nas swoimi hipotezami na ten temat. Może zakończył ją bo uzyskał odpowiedni efekt medialny, gdy "skandal" został siłami podobnych Tobie pożytecznych obrońców zasad odpowiednio nagłośniony?
  

,

Jeśli ktoś konsumuje w całości jakiś produkt, ale na koniec stwierdza, że było niedobre i żąda zwrotu zapłaty, to jest naciągaczem.
Niezależnie czy zrobi to z jednym opakowaniem czy stoma.
  

avatar użytkownika
,

I niezależnie od tego czy sprzedawca zgadza się na takie zachowanie, a nawet do niego zachęca?  

,

Czy jest zachętą dla ZŁODZIEJA, pozostawienie samochodu na parkingu?  

avatar użytkownika
,

Czy jest zachętą dla złodzieja pozostawienie samochodu na parkingu z kluczykami w stacyjce i kartką na szybie "Zapraszamy złodziei do korzystania z naszego auta" ?   

,

I znów brzydko relatywizujesz.

Może więc to kwestia Twojej mentalności? Mierzysz innych ludzi swoją nieetyczną miarką?
  

avatar użytkownika
,

I znowu uciekasz w argumenty ad personam dowodząc bezsilności merytorycznej.  

,

Jeśli nie pochwalasz cwaniackiego wyłudzania pieniędzy, to nie powinieneś czuć się dotknięty, czyż nie?  

Najnowsze w tym dziale

Nadchodzący kryzys wzmocni rynek badań internetowych
Badania internetowe należą do najtańszych i najszybszych znanych metod na rynku. Dają możliwość prostej realizacji nawet międzynarodowych projektów. W 2018 r. przychody branży wyniosły aż 124 mln zł. To niespełna dwa razy więcej niż cztery lata wcześniej. W kryzysie właśnie ten segment najmocniej zyska na znaczeniu. Szukając oszczędności i mogąc zmieniać techniki...
Myśl strategicznie w czasach koronawirusa
Planowanie strategiczne, różne scenariusze, zmiana nawyków konsumentów, nowy język komunikacji... A co zmieni się w online? Czy sprzedaż przenosić się będzie do sieci? – zapraszamy do przeczytania rozmowy z Magdaleną Euejdą - Digital Strategy Manager oraz Tomaszem Sąsiadkiem - Co-Managing Director w Bluerank.
Gospodarka światowa a pandemia - wywiad z Krzysztofem Sadeckim
Jaki wpływ na gospodarkę światową ma w tej chwili koronawirus? Co będzie dalej? O tym, jak pandemia wywraca do góry nogami gospodarkę na świecie rozmawiamy z finansistą i analitykiem biznesowym Krzysztofem Sadeckim.
Pani K! - Felieton Roberta Załupskiego
Światowa superprodukcja „Kryzys czy Pani K” trwa w najlepsze. Ilustracja Andrzeja Pągowskiego do wydania OOH magazine z 2008 r. w tym roku nabiera zgoła innego znaczenia. Europejska panika (mam wrażenie, że reszta świata zachowuje więcej rozsądku) może wywołać kryzys, który w tym roku branży reklamowej i eventowej może dać mocno się we znaki. Może więc warto...
IGRZ - Ustawa krajobrazowa – pięć lat temu…

Uchwały krajobrazowe - stan prac: IGRZ - Ustawa krajobrazowa – pięć lat temu…

Pięć lat temu stwierdziliśmy, że Ustawa krajobrazowa jest zła, ponieważ tak posłowie, jak i senatorowie nie do końca zrozumieli intencje Prezydenta RP, autora projektu ustawy. Mówiliśmy, że nie można stanowić dobrego prawa opierając swoje sądy na powierzchownych ocenach rzeczywistości i koniunkturalnych poglądach.
 
Signs.pl - Polska Reklama i Poligrafia © 1997-2020 ICOSWszystkie prawa zastrzeżone. ISSN 2657-4764