logo
KURIER
Polska reklama i poligrafiaKURIER

Devil Energy usiłuje szokować reklamą na Facebooku

   28.11.2017, przeczytano 2267 razy
ilustracjastrzałka
https //www.facebook.com/DevilEnergy/

Kolejna marka napoju energetycznego wywołuje kontrowersje i falę komentarzy internautów. Na facebookowym profilu marki Devil Energy opublikowano grafikę, którą odbiorcy uznali za seksistowską i obrażającą kobiety.


Artykuł pochodzi z portalu Signs.pl: https://www.signs.pl/devil-energy-usiluje-szokowac-reklama-na-facebooku,34654,artykul.html

Mowa rzecz jasna o części odbiorców, znaleźli się bowiem i tacy, którzy argumentowali, że komunikacja marki idzie z duchem czasu, a my nie żyjemy przecież w "dwudziestoleciu międzywojennym". Okazało się jednak, że największą reakcję wywołał wpis krytykujący pomysł na kampanię: - "Odważna reklama. Nie każdy producent potrafi tak wprost się przyznać, że jego produkt smakuje chu*owo." - napisała jedna z internautek.

Chodzi o hasło towarzyszące wizerunkowi młodej kobiety przedstawionej w sposób sugerujący, że klęczy ona przed mężczyzną gotowa odbyć z nim stosunek oralny. Hasło "Ona już wie co za chwilę będzie miała w ustach" uzupełniono wpisem o treści "Oznacz dziewczynę, które lubi czuć smak Devila w ustach".

Po fali komentarzy, następnego dnia na profilu pojawiła się kolejna grafika, której bohaterem był tym razem mężczyzna, zaś hasło brzmiało: "On już wie w czym za chwilę zatopi usta".

- "Myślałam, że to dno było a wy jednak odwierty zaczynacie" - napisała jedna z internautek. Na profilu pojawiły się także parodie reklamy, wśród których znalazła się przeróbka grafiki z mężczyzną w roli głównej i ręką przyozdobioną stułą sugerującą księdza.

Jest to kolejna komunikacja związana z napojem energetycznym, wywołująca kontrowersje i oburzenie. W sierpniu podobny efekt uzyskała marka Tiger wykorzystująca w obraźliwy sposób tematykę związaną z Powstaniem Warszawskim. Skandal zakończył się wówczas wezwaniami do bojkotu konsumenckiego wspieranego intensywnie przez TVP, jednak wezwania te nie odniosły skutku, a producent odnotował dzięki temu kryzysowi wizerunkowemu wręcz wzrost sprzedaży.

Być może producent napoju Devil Energy liczy na podobny efekt? Jeśli tak, to trzeba powiedzieć że wywołany "skandal" wydaje się mizernych rozmiarów.

fot. https://www.facebook.com/DevilEnergy/

Źródło: Facebook

REKLAMA

Komentarze

Zaloguj się i dodaj komentarz
,

A ciemny lud klika i klika...

avatar użytkownika
,

Profil marki nie zarabia na klikaniu. Jeśli to klikanie nie przekłada się na sprzedaż - jest jałowe marketingowo.  

,

Logo. Pozostaje w podświadomości.
Prymitywny odbiorca z czasem nie pamięta kontekstu, logo natomiast tak.
  

avatar użytkownika
,

Logo jaj nie urywa...  

,

Logo nie ma urywać jaj.
Logo ma zostać zapamiętane.
Logo ma "wypłynąć" z podświadomości w momencie podejmowania decyzji zakupowej.
  

avatar użytkownika
,

Oglądałem rano, do tej pory zapomniałem. Pamiętam, że puszka była czarna.  

avatar użytkownika
,

Logo jest bardzo słabiutkie, nudne, brakuje mu niepowtarzalnych, charakterystycznych cech. Przypomina bardziej podpisany obrazek niż znak mający potencjał budowania tożsamości marki. Sytuacji nie poprawia banalna nazwa generyczna ani równie nudne jak sam znak opakowanie.  

,

Ta opinia pasuje do chyba każdego napoju z tego segmentu.
Może tak ma być? Prosto i generycznie.
  

avatar użytkownika
,

Prawdopodobnie właśnie z tego powodu producenci posługujący się nazwami generycznymi sięgnęli po wizerunki celebrytów, które pozwoliły zindywidualizować obraz marek takich jak Tiger czy Black. Jak pokazuje pierwszy przykład, obecność takiego wsparcia może być nawet tymczasowa - dzisiaj Tiger korzysta z wypracowanej rozpoznawalności mimo braku obecności Michalczewskiego w komunikacji marki.  

,

Znaczy się wzięcie boksera coś zindywidualizowało?  

avatar użytkownika
,

Oczywiście. Z generycznego Tigera zrobiło tego konkretnego Tigera. Widząc puszkę tego napoju po tym zabiegu odbiorcy widzą więcej niż napis Tiger. A z Devilem niestety tak nie jest - jest tylko napis Devil. Może po tej akcji z seksem oralnym ludzie zaczną widzieć coś więcej, kto wie? Byłoby to tańsze i bezpieczniejsze niż w wypadku Michalczewskiego, bo nie trzeba by się z nikim sądzić.  

,

Ale jak po tym zabiegu widzą Tigera, skoro producent twierdzi, że to był zwyczajny zbieg okoliczności, bo marka powstała wcześniej, niezależnie.  

avatar użytkownika
,

Zbieg nie zbieg - ale umiejętnie wykorzystany, z zyskiem dla wizerunku. Devil nie trafił na tagi zbieg i jest przezroczysty. Jak ktoś miał kiedyś w pokaleczonych rękach PRL-owską gitarę marki Defil to w sumie mógłby mieć wątpliwości jak pisze się nazwę tego napoju.  

,

Chyba tylko debil mógłby pomylić devil z defil.  

avatar użytkownika
,

O widzisz - i jeszcze debil też może się komuś przyplątać gdy będzie usiłował sobie przypomnieć nazwę tego trunku. Czyli 3 podobnie brzmiące wyrazy i żadnego dodatkowego wsparcia skojarzeniowego - źle to wygląda.  

,

Przy okazji kryzysu związanego z PW, czytałem komentarze pokroju: i dobrze, będzie można kupić znacznie taniej.
Sądzę więc, że w tym przypadku, jeśli nie jesteś RB, tak nazwa, jak i opakowanie i skojarzenia mają znaczenie drugorzędne. Liczy się cena.

I debil zamiast defila kupi devila.
  

avatar użytkownika
,

Defil miał wiele przewag nad produktami konkurencji. Był tani i jako jedyny - dostępny w czasach PRL w salonach Centrali Handlowej Przemysłu Muzycznego. Niestety te zalety nie były w stanie zmienić faktu, że były to produkty raczej stolarskie niż lutnicze i jeśli ktoś nie był w stanie sobie pozwolić na sprowadzenie gitary z Zachodu, sięgał przynajmniej po czechosłowackie Jolany, dostępne na rynku wtórnym. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie grał zawodowo na Defilu. Ci co wtedy grali, wiedzą jak było.  

,

Sugerujesz, że devil jest defilem dla tych, których nie stać na zachodniego rb?  

avatar użytkownika
,

Nadinterpretowujesz. Chodzi o to że atrakcyjna cena nie zrobi Gibsona z Defila, a przekonać się o tym może nawet ktoś kompletnie pozbawiony słuchu - wystarczy że obejrzy sobie własne ręce po kilku dniach grania. Nikt nie przesądza czy porównanie Devila do Defila jest trafione, natomiast uspakajanie się tym, że mało wydolny wizerunek marki jest nieistotny bo "liczy się cena" jest tym bardziej nieprawdziwe im bardziej produkt chce być markowy i specjalistyczny. Tymczasem trudno o bardziej specjalistyczny zakątek półki z napojami niż ten poświęcony energetykom.  

,

Nie musi robić, bo ludzie mający defila rzadko mają okazję choćby dotknąć gibsona.
  

avatar użytkownika
,

Niestety to nie odnosi się do energetyków. Ludzie pijący Devila maja pozostałe produkty na wyciągnięcie ręki.  

,

Dokładnie tak samo jak w przypadku innych napojów.
Przecież wielbicielowi Cherry nikt nie zabrania zakupu Sheridana. A jednak on wybiera Cherry, nawet w kierunku droższych trunków nie patrząc.
  

avatar użytkownika
,

Chcesz powiedzieć że marka jest w wypadku energetyków bez znaczenia, bo przesądza cena?  

,

Obawiam się, że cena jest czynnikiem kluczowym.  

avatar użytkownika
,

No to Devil ma problem. Przykładowe ceny za 250 ml:
- Black - 1,23 PLN
- Czarny Kruk - 1,62 PLN
- N-GINE - 1,20 PL
- Tiger - 1,95 PLN
- Riders - 1,42 PLN
- Devil - 2,20 PLN...
  

,

Niedaleko mnie - Devil 1,7 PLN.
Innych wymienionych brak, jest RB. Droższy.
  

avatar użytkownika
,

Jak zatem widzisz na przewagę cenową liczyć nie można - raz bywa tak, innym razem inaczej, a napojów w podobnej cenie jest znacznie więcej niż w tym przykładzie. Masz pomysł co w takiej sytuacji mogłoby zacząć się liczyć?  

,

Można, bowiem większość sklepów ma zwykle drogiego RB i tańszego nonejma. I tu się dokonuje wybór w oparciu o cenę.
Chyba tylko w hipermarketach jest większy wybór i tam inne czynniki mogą grać rolę.
  

avatar użytkownika
,

No dobrze, ale większość czytelników tego wątku już się zapewne domyśla, że w sytuacji gdy na rynku jest sporo alternatyw w statystycznie podobnym zakresie cenowym, charakterystyczny, rozpoznawalny i poruszający jak najwięcej trybików w głowie wizerunek marki jest tym, co zaczyna przesądzać o wyborze.   

avatar użytkownika
,

No chyba, że klient jeszcze czyta skład, chociaż nie wiem, czy w każdym nie będzie to samo...  

,

To nie jest towar po który się idzie do hipermarketu, gdzie jest duży wybór marek i można "uruchomić skojarzenia".
IMHO to jest coś, co się kupuje raczej impulsywnie, przy okazji, w sklepiku osiedlowym, gdzie ceny i dostępność są parametrami kluczowymi.
  

avatar użytkownika
,

Ciekawe - zatem cały marketing skupiony na budowaniu wizerunku marki jest w wypadku tej kategorii produktów zbędny!   

,

Jest niezbędny - dla modelowych warunków sprzedaży.
Pozostaje sprawdzić, jaki wolumen idzie wg tych warunków.
  

avatar użytkownika
,

Producenci płacą celebrytom za wsparcie wizerunku nie sprawdziwszy czy to jest potrzebne? Sprzedaj im tę obserwację - zaoszczędzą krocie, a Tobie pewnie coś z tego skapnie...  

,

Uważasz, że zawsze jest potrzebne?

Volt nie ma wsparcia celebrytów a idzie jak woda.
  

avatar użytkownika
,

A może ma po prostu ZNACZNIE lepszą nazwę niż Defil, eee- Devil znaczy się?  

,

W sensie, że dobrze kopie?

Moim zdaniem jak w kogoś diabeł, znaczy się energetyk devil, wstępuje to też nieźle jest.
  

avatar użytkownika
,

Czyli Ty masz po prostu osobisty stosunek do tego produktu i kierujesz się jego oceną, zamiast oceniać związaną z nim komunikację marketingową... W takiej sytuacji trzeba uznać, że Twoje opinie na jej temat są tendencyjne, podszyte osobistym doświadczeniem i spostrzeżeniami.  

,

Bardzo osobisty. Widziałem go kilka razy na obrazku.  

avatar użytkownika
,

To skąd wiesz że po spożyciu wstępuje w konsumenta istny diabeł? Defil znaczy się?  

,

Z powszechnego dość powiedzenia.  

avatar użytkownika
,

A jak ktoś angielskiego nie umi?  

Najnowsze w tym dziale

IPRN świętuje dwudziestopięciolecie
Międzynarodowa sieć zrzeszająca niezależne agencje PR – The International Public Relations Network (IPRN) świętuje w tym roku 25-lecie swojego istnienia, a wraz z nim znaczny wzrost liczby swoich członków, ogłoszenie strategicznego planu wsparcia i umacniania pozycji wiodącego stowarzyszenia niezależnych agencji na całym świecie oraz nowego logotypu. W Polsce...
Wpływ koronawirusa na rynek agencji
57% agencji spodziewa się, że ich roczny dochód będzie niższy niż w 2019 r., ale prawie tyle samo (53%) zakłada, że ​​zdołają wrócić „na stare tory” po kilku miesiącach. Ponad 40% agencji uważa, że ​​w 2020 r. wiele agencji zbankrutuje, głównie te większe, podczas gdy mniejsze skorzystają na obecnej sytuacji.
Operon 45 – tak nazywa się innowacyjna aplikacja mobilna dla nauczycieli od Wydawnictwa Pedagogicznego OPERON. Jej kompleksowa obsługa marketingowa, strategia komunikacji i promocji powierzona została agencjom PA i Click Community.
Aplikacja Airly promuje się animacją od Timecode Film Production
Firma Airly - właściciel aplikacji pozwalającej monitorować aktualny stan czystości powietrza wzmacnia działania komunikacyjne skierowane do użytkowników B2B oraz samorządów.
Ploterowe Dni Otwarte Atrium w Warszawie już 27 maja
W maju i czerwcu Atrium Centrum Ploterowe oraz IKONOS zapraszają na Dni Otwarte, organizowane we wszystkich polskich oddziałach firmy. Uczestnicy, będą mogli zobaczyć m.in. kilka najciekawszych urządzeń do druku wielkoformatowego firmy Mutoh.
 
Signs.pl - Polska Reklama i Poligrafia © 1997-2020 ICOSWszystkie prawa zastrzeżone. ISSN 2657-4764