logo
WIEDZA
Polska reklama i poligrafiaWIEDZA

Miłość do designu i druga podróż sentymentalna Chochlika

   12.08.2015, przeczytano 2579 razy
ilustracja
Dedy­ka­cja autora dla zwy­cięzcy cho­chli­ko­wego kon­kursu poligraficznego

Jest kilka uza­sad­nień, któ­rymi można tłu­ma­czyć decy­zję pod­pię­cia pod jed­nym tytu­łem, reflek­sji zwią­za­nych z lek­turą dwóch odręb­nych pozy­cji książ­ko­wych. Obie uka­zały się w tym roku, nakła­dem wydaw­nic­twa „Karak­ter”. Obie otrzy­ma­łem do recen­zji i przeczyta­łem je rów­no­le­gle, mniej wię­cej w tym samym cza­sie. Obie prze­zna­czy­łem na nagrody w cho­chli­ko­wym kon­kur­sie poli­gra­ficz­nym. Mam też nadzieję, że obie tra­fią do rąk desi­gne­rów, pro­jek­tan­tów czy też gra­fi­ków, gdyż obie poru­szają zagad­nie­nia tym pro­fe­sjom bli­skie.


Artykuł pochodzi z portalu Signs.pl: https://www.signs.pl/typografia-na-co-dzien-%284%29%3A-milosc-do-designu-i-druga-podroz-sentymentalna-chochlika,25654,artykul.html

Wszyst­kie te argu­menty są jed­nak dru­go­rzędne. Praw­dziwe wyja­śnie­nie powodu potrak­to­wa­nia obu ksią­żek tym samym skrob­nię­ciem cho­chli­ko­wej sta­lówki, zawarte jest w tytule felie­tonu. Zarówno Mar­cin Wicha, jak i Agata Szy­dłow­ska i Marian Misiak zapra­szają nas w swo­istą podróż sen­ty­men­talną do świa­tów, które wpraw­dzie odcho­dząc pozo­sta­wiły po sobie zapa­szek stę­chli­zny i ple­śni, ale do któ­rych jed­nak wra­camy, cza­sem z tęsk­notą, cza­sem z resen­ty­men­tem. Nie jest też wyklu­czone, że dino­zaury tęsk­nią po pro­stu za „swo­imi cza­sami”, a młode wilczki ule­gają powra­ca­ją­cej okre­sowo modzie na retro.

Same zaś światy – typo­gra­fii i liter­nic­twa z jed­nej strony oraz desi­gnu i wzor­nic­twa z dru­giej – też nie są od sie­bie zbyt odle­głe, momen­tami wręcz się prze­ni­kają i uzu­peł­niają. Tak się dzieje na przy­kład w sytu­acjach, kiedy  zarówno u Wichy, jak i u Szy­dłow­skiej natra­fiamy na te same obszary zwią­zane z pro­jek­to­wa­niem logo­ty­pów, zna­ków fir­mo­wych czy też z typo­gra­fią pol­skiej szkoły pla­katu.

Żadna z tych ksią­żek nie ma też (na szczę­ście) ambi­cji bycia porad­ni­kiem dobrego pro­jek­to­wa­nia ani pod­ręcz­ni­kiem histo­rii typo­gra­fii. Kto spo­dziewa się zna­le­zie­nia tam ad ver­bum tego typu wie­dzy, będzie zawiedziony.

Jeśli nato­miast szu­ka­cie chwili wytchnie­nia i gotowi jeste­ście poświę­cić kilka wie­czo­rów na wej­ście w świat innych niż obo­wią­zu­jące dziś war­to­ści, zapra­szam do lek­tury. Dobre towa­rzy­stwo, mery­to­ryczne bogac­two i pro­stota prze­kazu – to główne atrak­cje tych dwóch sen­ty­men­tal­nych podróży.


Dziś…

Podróż sen­ty­men­talna 2

Mar­cin Wicha

Jak prze­sta­łem kochać design

Karak­ter, 2015


Moją reko­men­da­cję książki Mar­cina Wichy poprze­dzę nie­skrom­nie cyta­tem z wła­snego tek­stu, który w chwili nostal­gii i zadumy nad sen­sem Wszyst­kiego popeł­ni­łem parę lat temu. Myślę, że powód tego ego­cen­trycz­nego zabiegu wypły­nie sam z powo­dzi słów, którą Was następ­nie uraczę.

W grud­niu każ­dego roku moja bab­cia z namasz­cze­niem zasia­dała przy stole kuchennym. Wycią­gała wiel­kie kra­wiec­kie nożyce, któ­rymi „nie wolno było ciąć papieru bo się stę­pią”. Tego dnia bab­cia jed­nak robiła wyją­tek. Ze świą­tecz­nego numeru gazety wyci­nała kalen­darz na rok następny. Skła­dał się z dwu­na­stu słup­ków wypeł­nio­nych imio­nami wszyst­kich świę­tych pań­skich. Bab­cia brała czer­woną kredkę i kolo­ro­wała święta znie­sione przez komu­ni­styczne wła­dze. Potem za pomocą kleju marki „Klej biu­rowy” przy­twier­dzała kalen­darz do wewnętrz­nej strony drzwi kuchennych. Był to ter­mi­narz i pla­ner dla całej naszej rodziny i każdy mógł według niego zarzą­dzać wła­snym życiem. W sto­ło­wym obok zegara wisiał obraz Leonarda da Vinci – Dama z łasiczką autor­stwa stryjka Kazika. Nama­lo­wany kiep­skimi far­bami na presz­pa­nie, był pre­zen­tem i dowo­dem jed­no­cze­śnie, że pocho­dzimy z zacnej, artystycz­nej rodziny. Z bie­giem lat obraz wyblakł i kolory zga­sły. Któ­re­goś dnia da Vinci znik­nął, a w jego miej­sce poja­wił się „zdo­byczny” kalen­darz „Orbisu”, ze sloganem copyw­ri­tera Wań­ko­wi­cza „Lotem bli­żej”. I tak to się zaczęło**.

To uczy­nił ze mną Mar­cin Wicha w trak­cie dwóch wie­czo­rów spę­dzo­nych na czytac­twie jego książki i jed­nego spo­tka­nia autor­skiego, w kato­wic­kiej kawiarni „KATO”. Znie­wo­lił, uwiódł i prze­niósł do cza­sów dla mnie ledwo minio­nych, w któ­rych sam autor wydaje się tkwić cią­gle jedną nogą, zwią­zany este­tyczną pępo­winą z duchem swo­jego ojca, bo prze­cież „to świń­stwo lek­ce­wa­żyć czy­jeś uczu­cia estetyczne tylko dla­tego, że umarł”.

Książka Wichy „Jak prze­sta­łem kochać design” to zbiór krót­kich, napi­sa­nych pełnym humoru sty­lem szki­ców o świe­cie, widzia­nym, z jed­nej strony oczyma zawodo­wego gra­fika i desi­gnera, z dru­giej zaś syna zna­nego archi­tekta o wyra­zi­stej, nie zno­szą­cej sprze­ciwu oso­bo­wo­ści, wyzna­cza­ją­cego całej rodzi­nie kanony piękna, gra­nicę kom­pro­misu, poza którą zaczyna się szmira i tan­deta, nie mająca wstępu do domu Wichów.


Długa kolejka usta­wiła się w kato­wic­kiej „KATO” po auto­graf do Mar­cina Wichy, ale kto wytrwał ten ma. W nie­jed­nej kolejce za PRL-u się stało…

Ten duch ojca cen­zora i cel­nika zara­zem, zabiera nas w podróż sen­ty­men­talną po cza­sach PRL-u wywa­bia­jąc z zaka­mar­ków pamięci sza­ro­bure pat­chworki socjalistycznej rze­czy­wi­sto­ści, wystroje ulic, miesz­kań i ciał ludu pra­cu­ją­cego miast i wsi. Jest to obraz schizofreniczny.

Desi­gner­ska pope­lina prze­pla­tana tlącą się jesz­cze wiarą w to, że wzor­nic­two ma uła­twiać życie użyt­kow­ni­kowi a nie sprzedawcy.

Arty­styczne dzi­wa­dła tzw. pol­skiej szkoły pla­katu wypie­rane nie­uchron­nie przez tęsknotę za wyśnio­nym Zacho­dem, gdzie wszystko jest „porząd­nie wydru­ko­wane, kolo­rowe i błyszczy”.

Histo­ria trans­for­ma­cji kloc­ków Lego, od uwiel­bia­nych przez Wichę-ojca pro­stych, zawsze pasu­ją­cych do sie­bie form, z któ­rych przy odro­bi­nie wyobraźni można było zbu­do­wać cały wszech­świat po „współ­cze­sne Lego, w któ­rych kloc­kami są frag­menty opo­wie­ści, kawałki gier i fil­mów a postę­pu­jąca nor­ma­li­za­cja wyobraźni spra­wia, iż wszystko pasuje do wszystkiego”.


Mar­cin WIcha i ludziki Lego

Jak prze­sta­łem kochać design” pełna jest przy­kła­dów swo­istego roz­dwo­je­nia jaźni w świe­cie wzor­nic­twa, które będąc w coraz więk­szym stop­niu na usłu­gach lobby mar­ke­tin­go­wego, coraz bar­dziej odkleja się od prak­tycz­nych potrzeb użyt­kow­nika tych przed­mio­tów. Słowo design zaczyna być syno­ni­mem cze­goś wymyśl­nego, drogiego, sno­bi­stycz­nego i zupeł­nie w życiu nie przy­dat­nego, a prze­strzeń naszego życia wypeł­niają rekla­mowe potworki, pokrzy­ku­jące w naszą stronę fon­tem Typo­polo.

W takim kon­tek­ście książka Wichy swą pro­wo­ka­cyj­nie pry­mi­tywną obwo­lutą, chroniącą mini­ma­li­styczną, lecz gustowną okładkę, wyróż­nia się desi­gnem spo­śród suto poko­lo­ro­wa­nych pro­po­zy­cji księ­gar­skich, co o iro­nio może jej przy­spo­rzyć popularności.

Zanim jed­nak pro­wa­dzeni za rączkę przez ojca i syna spoj­rzymy ducho­wym okiem na wła­sne oto­cze­nie, pokój, dom, ulicę czy miej­sce pracy, zaopa­trzmy się w designerskie różowe oku­lary. Wstrząs, któ­rego możemy doznać zoba­czyw­szy rze­czy takimi, jakimi widzą je Ci dwaj pano­wie W. może oka­zać się nie­bez­pieczny dla naszego poczu­cia dobrostanu.

Warto jed­nak zary­zy­ko­wać i książkę Mar­cina Wichy prze­czy­tać, do czego Was gorąco zachę­cam, gdyż podob­nie jak autor: „nie tęsk­nię za socja­li­stycz­nym wzor­nic­twem. Tęsk­nię za tęsk­notą. Za zna­cze­niem, które przy­pi­sy­wa­łem kiedyś słowu design. Za wiarą w przedmioty.”

Z cho­chli­ko­wym pozdro­wie­niem
Andrzej Gołąb

Dodatkowe informacje:

* „Podróż sen­ty­men­talna 1” to recen­zja książki wyda­nej także przez wydaw­nic­two Karak­ter 2015, pn. „Paneu­ropa, Kometa, Hel…”. Znaj­dzie­cie ją tutaj:
http://chochlikdrukarski.com.pl/?p=7833
** Cytat pocho­dzi z mojej książki „DTP. Od pro­jektu aż po druk”. Helion, 2013


avatar użytkownika
+ + + + + + + + + + + + +

Tekst opublikował użytkownik: cuddruk

(Andrzej Gołąb)

cuddruk o sobie:

Od ponad 30 lat jestem związany z poligrafią. Obecnie pracuję w Centrum Usług Drukarskich Henryk Miler w Rudzie Śląskiej, na stanowisku pełnomocnika właściciela.
Razem z gronem współpracowników służymy radą i doświadczeniem w zagadnieniach związanych z głównymi procesami realizowanymi w naszej drukarni:
- DTP i przygotowanie plików do druku
- Weryfikacja plików produkcyjnych
- Impozycja i naświetlanie CTP
- Pełnoformatowy druk offsetowy
- Druk cyfrowy
- Introligatorka i pozostałe procesy postpressowe
- Gospodarka papierem
- Informatyczny System Zarządzania Przedsiębiorstwem Poligraficznym zgodny z normą ISO 9001

Zapraszam także do odwiedzenia mnie w internecie:
Blog: http://www.chochlikdrukarski.com.pl
FB: https://www.facebook.com/chochlikdrukarskireaktywacja
Strona: https://cuddruk.pl/
Poczta: andrzej.jozef.golab@gmail.com

Więcej informacji o użytkowniku

REKLAMA

Komentarze

Zaloguj się i dodaj komentarz

Najnowsze w tym dziale

„Orli Dom” trafia do księgarń i pod patronat Signs.pl
W maju e-book prezentujący projekt „Orli Dom” trafił do księgarń internetowych. Po nieudanych próbach znalezienia wydawcy książki drukowanej autor zdecydował się wydać pierwszy tom w wersji elektronicznej.
Pierwsza podróż sentymentalna Chochlika
Jest kilka uza­sad­nień, któ­rymi można tłu­ma­czyć decy­zję pod­pię­cia pod jed­nym tytu­łem, reflek­sji zwią­za­nych z lek­turą dwóch odręb­nych pozy­cji książ­ko­wych. Obie uka­zały się w tym roku, nakła­dem wydaw­nic­twa „Karak­ter”. Obie otrzy­ma­łem do recen­zji i prze­czy­ta­łem je rów­no­le­gle, mniej wię­cej w tym...
Ralph Grabowski, znany ekspert CAD (ang. Computer Aided Design - projektowanie wspomagane komputerowo), opublikował niedawno recenzję programu ZWCAD+, w której porównał jego funkcje z możliwościami programu AutoCAD, oceniając interfejs, zakres poleceń, narzędzia rysowania i opcje personalizacji.
3M Di-noc: nie ma lipy?
Ani to nowość, ani odkrycie. No bo przecież w prawie każdym supermarkecie oferującym materiały wnętrzarskie można znaleźć folie imitujące drewno. Kojarzą się zazwyczaj z odświeżeniem mebli kuchennych gdy brak kasy na nowe szafki. Tak postrzegałem ten produkt 3M słuchając opowieści przedstawicielki dystrybutora. No, Ameryki to nie odkryli.
Marketing w sieci: recenzja książki
„Marketing w sieci” to praca zbiorowa wydana przez Wyższą Szkołę Europejską im. Ks. Józefa Tischnera w Krakowie. W trzynastu artykułach napisanych przejrzystym, klarownym językiem zawiera kompendium wiedzy niezbędnej osobom fizycznym i przedsiębiorcom pragnącym zaistnieć w Internecie i/lub przez Internet prowadzić skutecznie swoje interesy.
 
Signs.pl - Polska Reklama i Poligrafia © 1997-2019 ICOSWszystkie prawa zastrzeżone. ISSN 2657-4764