logo
WIEDZA
Polska reklama i poligrafiaWIEDZA

Publikacje książkowe (3): Okładki miękkie

   01.03.2019, przeczytano 694 razy
ilustracja
Okładki mięk­kie to cia­gle naj­czę­ściej sto­so­wane roz­wią­za­nie przez więk­szość klien­tów dru­karń „nie­dzie­ło­wych” fot. ChochliQ

W poprzed­nim odcinku roze­bra­li­śmy na czę­ści pierw­sze okładkę zeszy­tową. Dzi­siaj pora na omó­wie­nie kolej­nej grupy okła­dek. Dla uprosz­cze­nia nazwa­li­śmy je okład­kami mięk­kimi, co wpraw­dzie odpo­wiada ter­mi­no­lo­gii uży­wa­nej przez klien­tów dru­karń, ale nie do końca jest zgodne z nor­mami. Wynika to z pro­stego faktu, iż wpraw­dzie w poli­gra­fii na wszystko są normy, ale w dru­kar­skim realu liczy się czę­sto vox populi, bo to on prze­cież jest tak waż­nym dla nas vox dei.


Artykuł pochodzi z portalu Signs.pl: https://www.signs.pl/typografia-na-co-dzien-%281%29%3A-okladki-miekkie,381456,artykul.html

Tak więc klient, nasz pan, a nasz klient skła­da­jąc zapy­ta­nie kal­ku­la­cyjne, pyta o książkę w opra­wie mięk­kiej a nie na przy­kład o oprawę pro­stą zakry­wa­jącą z okładką jed­no­litą. Stąd w cho­chli­ko­wych felie­to­nach decy­du­jemy się na tę wła­śnie popu­li­styczną nomen­kla­turę: okładki zeszy­towe, okładki mięk­kie, okładki twardeokładki spe­cjalne.

Wpraw­dzie w dal­szej czę­ści felie­tonu, będziemy zmu­szeni wpro­wa­dzić takie poję­cia, jak okładki przy­le­ga­jąceokładki zakry­wa­jące, ale pro­szę się nie oba­wiać – każde z tych dzi­wacz­nych ter­mi­nów dokład­nie opi­szemy cho­chli­ko­wym pió­rem tak, aby­ście kon­tak­tu­jąc się z dru­kar­nią mogli z pod­nie­sio­nym czo­łem żądać tego, co wam się należy.

Defi­ni­cja okładki miękkiej

Okładki mięk­kie to naj­po­pu­lar­niej­szy typ okła­dek dru­ko­wa­nych w więk­szo­ści zakła­dów poli­gra­ficz­nych. Używa się ich zarówno przy pro­duk­cji opraw pro­stych, zło­żo­nych jak i spe­cjal­nych. Wynika to głów­nie z pro­stej tech­no­lo­gii, a co za tym idzie ze sto­sun­kowo niskich kosz­tów wyko­na­nia i krót­kich ter­mi­nów reali­za­cji. Choć daleko im do eli­tar­nego grona okła­dek twar­dych, służą z powo­dze­niem do opra­wia­nia więk­szo­ści ksią­żek, kata­lo­gów, pod­ręcz­ni­ków, biu­le­ty­nówperio­dy­ków.

Cóż to więc jest ta okładka miękka? W cho­chli­ko­wego punktu widze­nia, jej defi­ni­cja brzmi nad­zwy­czaj uroczo:

OKŁADKA MIĘKKA to typ okładki, któ­rej połą­cze­nie z wkła­dem nastę­puje poprzez trwałe skle­je­nie wewnętrz­nej strony grzbietu okładki z grzbie­tem wkładu. Okładka miękka, w prze­ci­wień­stwie do okładki twar­dej nie posiada okle­jek, a druk nastę­puje bez­po­śred­nio na mate­riale z któ­rego jest wyko­nana. Okładka miękka, podob­nie jak wszyst­kie okładki jed­no­lite, jest wyko­nana z jed­nego arku­sza materiału.

Gwoli ści­sło­ści nad­mie­nić wypada, iż idąc za wspo­mnia­nym w lidzie vox populi, z naszej defi­ni­cji okła­dek mięk­kich wyklu­czy­li­śmy okładki zeszy­towe, oraz okładki łączone lamówką. Te pierw­sze omó­wi­li­śmy, jako osobną grupę w poprzed­nim odcinku, a te dru­gie prze­su­nę­li­śmy do grupy okła­dek pozo­sta­łych lub jak kto woli okła­dek spe­cjal­nych, które omó­wimy w spe­cjal­nym dla nich czasie.

Rodzaje okła­dek miękkich

Roz­róż­niamy dwa pod­sta­wowe rodzaje okła­dek mięk­kich: okładki przy­le­ga­jąceokładki zakry­wa­jące, z czego w prak­tyce, tylko ten drugi rodzaj jest obec­nie pro­du­ko­wany. Sen­ty­men­talna natura Cho­chlika, każe jed­nak wspo­mnieć także o pierw­szym typie, który w cza­sach słusz­nie minio­nych uży­wany był nało­gowo do pro­duk­cji wywro­to­wej literatury.

W prze­ci­wień­stwie do okładki zeszy­to­wej, któ­rej grzbiet jest wyzna­czony jed­nym zła­mem (fal­cem) prze­bie­ga­ją­cym przez śro­dek okładki, okładka miękka przy­le­ga­jąca posiada dwa złamy pod­sta­wowe, a powierzch­nia pomię­dzy tymi zła­mami to grzbiet okładki. Sze­ro­kość tego grzbietu, czyli odle­głość pomię­dzy zła­mami pod­sta­wo­wymi, jest uza­leż­niona od gru­bo­ści grzbietu wkładu, w któ­rym okładka będzie usadowiona.

W postaci obraz­ko­wej rzecz wygląda następująco:

Rys.1. Sche­mat budowy okładki mięk­kiej przylegającej

Okładka miękka przy­le­ga­jąca, ma jedną pod­sta­wową wadę, otwiera się dokład­nie na kra­wę­dzi grzbietu i złamy grzbie­towe zbie­gają się ze szcze­liną powstałą ze skle­je­nia grzbietu wkładu z grzbie­tem okładki. W efek­cie, po pew­nym cza­sie uży­wa­nia, w zgię­ciu nastę­puje roz­dar­cie i okładka odkleja się od wkładu. Aby temu zara­dzić, sprytni intro­li­ga­to­rzy, doło­żyli dodat­kowe dwa złamy na przed­niej i tyl­nej okła­dzi­nie. W ten spo­sób prze­su­nęli miej­sce otwie­ra­nia się okładki poza kra­wędź grzbie­tową o 5-8 mm oraz powięk­szyli powierzch­nię skle­je­nia okładki z wkła­dem, która obej­muje tutaj już nie tylko powierzch­nię grzbie­tów, lecz zacho­dzi na pierw­szą i ostat­nią stronę wkładu o rze­czone 5-8 mm.

W taki oto spo­sób powstała okładka miękka zakry­wa­jąca, która jest znacz­nie trwal­sza od okładki przy­le­ga­ją­cej i nie­po­mier­nie schlud­niej wygląda, opra­wiona w nią publikacja.

To. co tak skom­pli­ko­wa­nie brzmi w cho­chli­ko­wym opi­sie, na rysunku widać bar­dzo jasno:

Rys.2 Sche­mat budowy okładki mięk­kiej zakrywającej

Skrzy­dełka

Bar­dzo popu­lar­nym zabie­giem pro­jek­to­wym jest doda­wa­nie skrzy­de­łek do okła­dek mięk­kich. Co do ich sze­ro­ko­ści i liczby zła­mów dodat­ko­wych, to nie ma tu prak­tycz­nie spe­cjal­nych zasad. Typowa sze­ro­kość skrzy­dełka to mniej wię­cej 1/3 sze­ro­ko­ści okła­dziny. Bywają jed­nak skrzy­dełka na sze­ro­kość 2/3, a nawet 3/4 sze­ro­ko­ści okładziny.

Szer­sze skrzy­dełka można dodat­kowo sfal­co­wać, co wzmac­nia usztyw­nia­jącą funk­cję okładki, a całej publi­ka­cji, nadaje dodat­ko­wego sznytu.

Pro­jek­tu­jąc skrzy­dełka, warto jed­nak nie odla­ty­wać za daleko od eko­no­mii, gdyż cza­sem, z powodu zale­d­wie kilku zbyt fra­so­bli­wie doda­nych mili­me­trów, okładka musi być dru­ko­wana na więk­szym arku­szu mate­riału, niż to wstęp­nie zakła­dano, co oczy­wi­ście ma swoje finan­sowe konsekwencje.

Okładki mięk­kie z wąskim i sze­ro­kim skrzydełkiem

Mate­riał

Okładki mięk­kie, podob­nie jak zeszy­towe zazwy­czaj są zadru­ko­wy­wane dwu­stron­nie, stąd do ich wyko­na­nia uży­wamy papieru kre­do­wa­nego od gra­ma­tury 170g w górę. Moż­liwe jest oczy­wi­ście uży­cie kar­tonu, jedno- lub dwu­stron­nie powle­ka­nego. Przy kar­to­nie jed­no­stron­nie powle­ka­nym nie zaleca się zadru­ko­wy­wać stron wewnętrz­nych (niepowlekanych).

Ponie­waż okładka miękka jest fal­co­wana jedno- lub wie­lo­krot­nie, należy zadbać aby użyty do jej druku mate­riał miał kie­ru­nek włókna rów­no­le­gły do prze­biegu fal­ców, a falce były dodat­kowo prze­bi­go­wane. Unik­niemy w ten spo­sób pęka­nia w tych miej­scach farby i papieru. Wię­cej na temat pro­cesu fal­co­wa­nia i bigo­wa­nia, znaj­dzie­cie w cho­chli­ko­wych felie­to­nach temu zagad­nie­niu poświęconych.

Sze­ro­kość grzbietu

Więk­szość zasad obo­wią­zu­ją­cych przy pro­jek­to­wa­niu okła­dek zeszy­to­wych ma także swoje zasto­so­wa­nie w przy­padku pro­jek­to­wa­nia okła­dek mięk­kich. Nie będziemy więc się powta­rzać a zain­te­re­so­wa­nych odsy­łamy do poprzed­niego odcinka. Tutaj sku­pimy się jedy­nie na tym co może pro­jek­tanta zasko­czyć przy two­rze­niu okła­dek mięk­kich. Ma to przede wszyst­kim zwią­zek z ich grzbietem.

O ile wymiary okła­dzin wyni­kają wprost z usta­lo­nego for­matu publi­ka­cji, o tyle sze­ro­kość grzbietu okładki jest uza­leż­niona od gru­bo­ści grzbietu wkładu. W warun­kach wzor­co­wych pro­jek­tant otrzy­muje od zle­ce­nio­dawcy wyli­czoną sze­ro­kość grzbietu i według tych danych przy­go­to­wuje projekt.

W prak­tyce jed­nak, infor­ma­cję tę jest w sta­nie pre­cy­zyj­nie podać jedy­nie sama dru­kar­nia, po wyko­na­niu pro­to­typu bloku wkładu danej publi­ka­cji i zmie­rze­niu go mikro­mie­rzem lub suw­miarką. Na gru­bość grzbietu wpływ bowiem mają oprócz gru­bo­ści arku­sza papieru, także szy­cie, kle­je­nie i pra­so­wa­nie skła­dek bloku.

Z pewną tole­ran­cją, można jed­nak obli­czyć gru­bość grzbietu samemu. Jeśli ktoś ma ochotę na chwilę mate­ma­tyki, to zapra­szam. Potrzebne są do tego nastę­pu­jące dane:

 [I] – ilość stron publi­ka­cji, [G] – gru­bość poje­dyn­czego arku­sza papieru, z jakiego jest zro­biony wkład, [D] – doda­tek na kle­je­nie, szy­cie i spra­so­wa­nie bloku wkładu (śred­nio wynosi on 1 mm dla wkładu łączo­nego tylko kle­jem i 2 mm dla wkładu szyto-klejonego).

Mając te war­to­ści, gru­bo­ści grzbietu obli­czamy wg wzoru:

[I]/2 x [G] + [D]

Jeśli wkład publi­ka­cji jest wyko­nany z kilku rodza­jów papieru, trzeba osobno poli­czyć gru­bo­ści blo­ków poszcze­gól­nych papie­rów, dodać je do sie­bie, a dopiero do uzy­ska­nego wyniku dodać współ­czyn­nik [D].

Wbrew pozo­rom, nie jest pro­stym obli­cze­nie gru­bo­ści arku­sza papieru. Jeśli jeste­śmy w posia­da­niu spe­cy­fi­ka­cji papieru od pro­du­centa, war­tość ta winna tam być podana. W prze­ciw­nym wypadku można samemu zmie­rzyć mikro­mie­rzem lub suw­miarką blok np. 100 kar­tek papieru i otrzy­maną war­tość pomno­żyć przez fak­tyczną ilość kar­tek w publi­ka­cji (pamię­ta­jąc, że ilość kar­tek równa się poło­wie ilo­ści stron). Despe­raci robią to za pomocą pla­sty­ko­wej linijki kupio­nej w mar­ke­cie i też im „coś” wychodzi.

Osta­tecz­nym, acz naj­bar­dziej zawod­nym, spo­so­bem poli­cze­nia gru­bo­ści kartki papieru, jest odnie­sie­nie się do jego gra­ma­tury i zało­że­nie, że gru­bość kartki papieru 1/1000 war­to­ści jej gra­ma­tury. Wg tego zało­że­nia, np. kartka papieru o gram. 150g ma gru­bość 0,15 mm.

O ile dla papie­rów zwy­kłych daje to w przy­bli­że­niu dość dokładny wynik, o tyle dla papie­rów spulch­nio­nych (tzw. obję­to­ścio­wych) trzeba by go sko­ry­go­wać o współ­czyn­nik spulch­nie­nia (np. dla papie­rów typu Mun­ken vol. 1,2, trzeba wcze­śniej otrzy­many wynik pomno­żyć przez 1,2 ). Jest jed­nak już ope­ra­cja nie­zwy­kle ryzy­kowna i rzadko daje pre­cy­zyjne wyniki.

Ogól­nie rzecz bio­rąc warto wyka­zać tro­chę sprytu przy pro­jek­to­wa­niu okła­dek i nie zakła­dać, że wszystko będzie w prak­tyce tak ide­al­nie wyglą­dać, jak u nas na ekra­nie kom­pu­tera.  Wtedy mili­metr róż­nicy w sze­ro­ko­ści grzbietu nie będzie miał dla efektu koń­co­wego tak dużego znaczenia.

Przy­kła­dem, tako­wego  pozba­wio­nego roz­trop­no­ści roz­wią­za­nia, jest sto­so­wa­nie w pro­jek­cie linii gra­ficz­nych bię­gną­cych przez całą wyso­kość grzbietu bez­po­śred­nio w miej­scach fal­ców grzbie­to­wych. Pro­jek­tant odda­jąc taki plik do druku, nie zakłada jakiej­kol­wiek tole­ran­cji na róż­nice pomię­dzy zało­żoną a fak­tyczna gru­bo­ścią grzbietu. A potem zamiast miło spę­dzić wspól­nie z dru­ka­rzem czas  przy szklance dobrego trunku, wysma­rza jedno po dru­gim, pisma reklamacyjne.

Tekst na grzbiecie

W prze­ci­wień­stwie do okła­dek zeszy­to­wych, na zewnętrz­nych grzbie­tach okła­dek mięk­kich można, a nawet wska­zane jest umiesz­cza­nie tytułu i autora publi­ka­cji oraz cza­sem też logo wydawcy. Cią­gle nie­roz­strzy­gnięta pozo­staje kwe­stia, jak ten tekst ma być na grzbie­cie umiesz­czony. Wśród pol­skich typo­gra­fów sta­rego poko­le­nia do dziś jesz­cze ist­nieje zasada, iż tekst na grzbie­cie winien iść „od dołu do góry”.

Zasada ta nie­stety ma jedną pod­sta­wową wadę. A mia­no­wi­cie, kiedy książka leży na biurku sama lub w sto­sie innych ksią­żek, tekst na grze­bie­cie jest „do góry nogami”. Sam przez lata byłem piewcą tej zasady, ale dzi­siaj, odszcze­kuję wszystko, co na ten temat powie­dzia­łem i jakby nigdy nic, podobn­nie do więk­szo­ści typo­gra­fów skła­niam się ku roz­wią­za­niom ame­ry­kań­skim, wg któ­rych tekst zaczyna się od gór­nej czę­ści grzbietu (naj­czę­ściej nazwi­skiem autora i/lub tyty­ułem), a zamyka go na dole logo wydawnictwa.

Wybra­nie pod klej

Przy pro­jek­to­wa­niu okła­dek mięk­kich dru­ko­wa­nych dwu­stron­nie, należy pamię­tać o dwóch zasadach:

  1. Powierzch­nia grzbietu wewnętrz­nego winna pozo­stać nie­za­dru­ko­wana, dla­tego też w miej­scu gdzie nastę­puje skle­je­nie okładki z grzbie­tem wkładu należy wybrać pro­sto­kąt o sze­ro­ko­ści rów­nej sze­ro­ko­ści grzbietu wkładu plus po 5 mm z każ­dej strony „na klej”.
  2. Aby unik­nąć zakle­je­nia istot­nych ele­men­tów tek­sto­wych i gra­ficz­nych wystę­pu­ją­cych na wewnętrz­nych stro­nach okładki, należy je odsu­nąć dodat­kowo o ok. 6mm od kra­wę­dzi przygrzbietowych.

Jak przy­stało na dobry serial, w naj­bar­dziej intry­gu­ją­cym momen­cie koń­czymy ten odci­nek. Kolejny za tydzień, a cały sezon na CHOHLIQ GO czyli w przy­go­to­wy­wa­nej do druku nowej książce Cho­chlika Dru­kar­skiego. Pre­miera jesz­cze w tym roku.

Z cho­chli­ko­wym przy­mru­że­niem oka
Andrzej Gołąb

Dodatkowe informacje:

* Biblio­gra­fia:
BN-73/7401-01 Poli­gra­fia. Pod­sta­wowe nazwy i okre­śle­nia.
PN-82/P-55500 Intro­li­ga­to­or­stwo prze­my­słowe. Ter­mi­no­lo­gia.
Sła­wo­mir Mag­dzik, Intro­li­ga­tor­stwo Prze­my­słowe, WSiP, War­szawa 1992

REKLAMA

avatar użytkownika
+ + + + + + + + + + + + +

Tekst opublikował użytkownik: cuddruk

(Andrzej Gołąb)

cuddruk o sobie:

Od ponad 30 lat jestem związany z poligrafią. Obecnie pracuję w Centrum Usług Drukarskich Henryk Miler w Rudzie Śląskiej, na stanowisku pełnomocnika właściciela.
Razem z gronem współpracowników służymy radą i doświadczeniem w zagadnieniach związanych z głównymi procesami realizowanymi w naszej drukarni:
- DTP i przygotowanie plików do druku
- Weryfikacja plików produkcyjnych
- Impozycja i naświetlanie CTP
- Pełnoformatowy druk offsetowy
- Druk cyfrowy
- Introligatorka i pozostałe procesy postpressowe
- Gospodarka papierem
- Informatyczny System Zarządzania Przedsiębiorstwem Poligraficznym zgodny z normą ISO 9001

Zapraszam także do odwiedzenia mnie w internecie:
Blog: http://www.chochlikdrukarski.com.pl
FB: https://www.facebook.com/chochlikdrukarskireaktywacja
Strona: https://cuddruk.pl/
Poczta: andrzej.jozef.golab@gmail.com

Więcej informacji o użytkowniku

REKLAMA

Komentarze

Zaloguj się i dodaj komentarz

Najnowsze w tym dziale

Czy memy podlegają prawu autorskiemu?
Autorem pojęcia „mem” jest najprawdopodobniej Richard Dawkins – brytyjski teoretyk ewolucji biologicznej, związany z Uniwersytetem Oxfordzkim. W morzu definicji, najbardziej intrygująca jest ta, mówiąca że „mem” to „podstawowa jednostka informacji kulturowej, która, podobnie do genów, powiela się, mutuje i podlega działaniu doboru naturalnego”1. Kto by...
Content marketing w social mediach – o czym warto pamiętać?
Jednym z największych mitów na temat content marketingu jest przekonanie, że metoda ta ogranicza się jedynie do tworzenia artykułów blogowych. Tymczasem, popularnym miejscem rozpowszechniania wartościowych treści są m.in. social media. Od dłuższego czasu cieszą się one niesłabnącą popularnością ze strony marketerów, którzy włączają je do systemu...
Gen Z - być offline w świecie, w którym króluje online
O pokoleniu Z mówi się, że telefon w dłoni trzymają nieustająco. Ale czy nie jest tak, że opinię wyrabiamy sobie na podstawie jednostkowych zaobserwowanych przypadków? Z badań przeprowadzonych przez Dentsu Aegis Network Polska oraz infuture hatalska foresight institute na potrzebę raportu Gen Z. Jak zrozumieć dziś pokolenie jutra wynika, że większość ankietowanych...
Aż 70% marketerów nie wie jak zmierzyć efektywność swoich kampanii content marketingowych. Czy oznacza to, że 70% budżetów jest zmarnowanych? Co gorsza, więcej niż połowa z nich przyznaje, że nie dostrzega tego, by ich działania miały wpływ na przychody firmy - wynika z raportu “Content Fitness Report” przygotowanego przez PAN Communications. Jednak nie wszystko stracone, z...
Ponad 3 razy więcej leadów przy 5-krotnie mniejszych wydatkach – taki wynik biznesowy osiągnęła kampania Facebook Ads prowadzona przez Bluerank dla Promedica24. Facebook właśnie opublikował studium przypadku tej kampanii jako ciekawy przykład sukcesu biznesowego.
 
Signs.pl - Polska Reklama i Poligrafia © 1997-2019 ICOSWszystkie prawa zastrzeżone. ISSN 2657-4764