logo
WIEDZA
Polska reklama i poligrafiaWIEDZA

Upadek tvscreen.pl, czyli ratuj się kto może...

   26.02.2012, przeczytano 3473 razy
ilustracja
fot. Elvis Santana

Ostatnio głośno się w sieci zrobiło o bankructwie wrocławskiej spółki Digital Partners, właściciela serwisu tvscreen.pl. Większość czytelników przyjmuje te rewelacje z zaskoczeniem, słysząc o tvscreen.pl po raz pierwszy i zadając sobie pytanie: skąd w mediach tyle szumu o serwisie, który stawiał sobie za cel zdobycie 20 tys. użytkowników?


Artykuł pochodzi z portalu Signs.pl: https://www.signs.pl/upadek-tvscreen.pl%2C-czyli-ratuj-sie-kto-moze...,14753,artykul.html

W Signs.pl zarejestrowanych jest ponad 80 tys. użytkowników, a zatem to nie prawdziwy zasięg serwisu zdecydował o zainteresowaniu mediów losami tego projektu. Jeżeli poszperamy w sieci zorientujemy się, że poczynania tvscreen.pl były od dłuższego czasu śledzone przez wiele serwisów poświęconych branży medialnej, internetowej czy też IT.

Tvscreen.pl oferował odpłatnie filmy na żądanie. Jak zaznacza wyborcza.biz, wejście tvscreen było ambitne - serwis postawił na współpracę z największymi amerykańskimi wytwórniami filmowymi: Universal Pictures, Walt Disney, Touchstone Pictures czy Miramax. Gdy inni zarabiali na reklamach, Digital Partners próbował przekonać polskich widzów do płacenia za treść.

Być może tutaj właśnie leży źródło zainteresowania mediów tym projektem. Tvscreen.pl to jedna z prób reanimowania umierającego modelu finansowania własności intelektualnej przy pomocy opłat nakładanych na odbiorcę końcowego. Jeżeli potraktować perspektywy ekonomiczne tego serwisu jako rodzaj barometru w przetaczającej się przez media dyskusji o szansach utrzymania opłat za treść, to jego losy okazują się nie tylko interesujące dla samych mediów, ale i niezmiernie symptomatyczne. Spółka, która zdecydowała się walczyć o utrzymanie strefy wpływów tradycyjnego kartelu medialno-rozrywkowego, sama stała się bowiem ofiarą jego pazerności.

- Zabiły nas oczekiwania i zasady narzucane przez wytwórnie - mówi gazecie.biz były menedżer Digital Partners proszący o anonimowość. Część opłat tvscreen.pl musiał regulować z góry. Według nieoficjalnych informacji tylko za prawo do dystrybucji filmów Disneya spółka zapłaciła 200-300 tys. dolarów. A musiała się jeszcze dzielić procentem wpływów od każdego wyświetlenia – zaznacza wyborcza.biz.

Spółce nie pomogły specjalne akcje promocyjne i zniżki. W październiku wrocławski sąd ogłosił jej upadłość, majątkiem zarządza syndyk, a konto na serwerach linuxpl.com zostało zablokowane. Na Facebooku pozostał profil tvscreen.pl. Nie wiadomo czy syndyk zamierza zająć i sprzedać ponad 2 tys. fanów serwisu.

A co na to wszystko producenci? Czy ich postępowanie nie wydaje się irracjonalne? Czy nie powinni pomóc przedsięwzięciom, które starają się pracować na rzecz utrzymania monopolu Kubusia Puchatka, królewny Śnieżki i hrabiego Drakuli, zamiast dożynać je już na samym wstępie, zdzierając drakońskie opłaty bez oglądania się na to czy klienci końcowi zechcą faktycznie za Kubusia i hrabiego zapłacić?

A może – po prostu – producenci zrozumieli, że odbiorcy nie chcą już płacić za treść i nie będą płacić, nawet jeśli uda się przeforsować ACTA? Czy w takiej sytuacji taktyka polegająca na złupieniu każdego, kto wejdzie nieostrożnie w orbitę oddziaływań Czarodziei z Hollywood nie wydaje się całkiem racjonalna? Biednemu Kubusiowi i tak nic już nie pomoże, a hrabiemu jest przecież wszystko jedno...

Łukasz Łukasiewicz
redakcja Signs.pl

REKLAMA

Komentarze

Zaloguj się i dodaj komentarz
,

Dziwię się niezmiernie, wobec tezy w zawoalowany sposób głoszonej w artykule, że kina, oferujące możliwość obejrzenia filmu za odpłatnością, jeszcze istnieją.

avatar użytkownika
,

Szczerze? Też się dziwię, ale dyskomfort ten łagodzi konstatacja, że kin z prawdziwego zdarzenia, w których chodziło wyłącznie o oglądanie filmów, zostało tyle co kot napłakał. Zostały one zastąpione przez rozrywkowe kombajny zwane "multipleksami" itp., gdzie chodzi się nie po to aby obejrzeć film, ale po to by "spędzić" czas - tak samo jak chodzi się spędzać czas do galerii handlowych. To, co ludzie zostawiają w kasach takich przybytków to nie są pieniądze za film, tylko za ich czas.  

,

Jaaaaaasne.. a abonament rtv płaci się za posiadanie odbiornika gotowego do odbioru sygnału a nie za sam sygnał.

I pewnie dlatego TVP oferuje góano wartą papkę. Wszak, skoro nikt nie płaci za towar, to nikt nie ma prawa od towaru wymagać jakości.


Moim zdaniem mamy do czynienia z prostym mechanizmem przeinwestowania. Ludzie nawykli do "w internecie jest za darmo" reagują wysypką na każdy przejaw płatności w sieci...

...jakby gazety, książki czy inne dobra kultury dostawali w świecie analogowym za darmo.

  

avatar użytkownika
,

Ja tam nie wiem jak jest, pytam tylko czy aby sami zainteresowani - czyli producenci - nie nabrali przekonania, że z wyciąganiem kasy od końcowego odbiorcy będzie coraz gorzej. Pytam, bo trudno sobie wytłumaczyć tak rabunkowe, krótkowzroczne wykorzystywanie potencjalnych sojuszników i partnerów.  

,

Kiedyś, nie pomnę teraz źródła, czytałem ciekawy schemat dystrybucji filmu.
Nowy trafia do kin.
Po roku, trafia do wypożyczalni VHS/DVD.
Po dalszych dwóch latach trafia do sprzedaży detalicznej.
Gdy już wyczerpie powyższe, trafia do telewizji.

W dobrze opracowanym biznesplanie, oferta płatnego dostępu do filmu przez internet powinna mieścić się gdzieś między 'wypożyczalnie' a 'sprzedaż detaliczna'.
Często jest jednak tak, że to co oferują serwisy filmowe, od dawna leży w marketach, w koszach pt: film za 5 PLN.
Kto zapłaci za jednorazowe obejrzenie filmu, gdy w tej samej cenie może mieć DVD?

  

avatar użytkownika
,

No i masz - skoro w internecie trzeba by znaleźć przestrzeń aby konkurować z koszem płyt za 5 zł mając 20 tys. użytkowników, to panowie z Hollywood trafnie oszacowali szanse takiego biznesplanu...  

,

Panowie z Hollywood nie muszą niczego szacować, bo oni dają produkt i propozycję ceny za niego. Szacować musi umieć ten, kto chce robić za pośrednika i na kupionym z Hollywood produkcie zarabiać.

Powstaje pytanie, wg jakiego modelu chciał działać tvscreen, że GODZIŁ się płacić takie pieniądze.
  

avatar użytkownika
,

Każdy kto daje produkt musi szacować - no chyba że wie doskonale, że nie ma sensu szacować, bo produkt robi się niesprzedawalny na takim czy innym rynku (to też jest jednak rodzaj szacowania). Jeżeli panowie z Hollywood tak właśnie podeszli do sprawy w tym wypadku, to jest to niezwykle interesująca i wiarygodna - bo pochodząca od samych zainteresowanych - diagnoza szans na utrzymanie w internecie modelu finansowania opartego o opłaty za treść.

Co do tvscreen - panowie uwierzyli najwyraźniej wystarczająco mocno w model oparty na opłatach za treść.
  

,

Model bezpośredniej płatności za treść musi się utrzymać z jednego powodu. Tylko bowiem w takim modelu, niewyrobiony odbiorca otrzymuje jasny komunikat, że treść nie jest za darmo.
Co więcej, model bezpośredniej płatności za treść daje odbiorcy PRAWO do wymagania, by oferowany towar był odpowiedniej jakości.
Model "darmowy" przewiduje, że odbiorca łyknie wszystko co mu się podstawi, bo... jest za darmo.
  

avatar użytkownika
,

Mylisz pojęcia - co często się niestety zdarza przy dyskusjach na ten temat. Model "darmowy" nazywany jest tak jedynie umownie - odbiorca nadal płaci, ale nie pieniędzmi lecz swoją obecnością, a przekłada się to na całkiem realne pieniądze - pieniądze z reklam, bo to jest źródło finansowania w tym modelu. W warunkach konkurencji oznacza to tyle, że odbiorca może dokładnie tak samo wymagać, "nagradzając" i "karząc" dostawcę treści. Tam gdzie dostawca oczekuje, że ludzie 'łykną wszystko", ludzie szybko przestaną zaglądać.   

,

No dobrze. Wytłumaczę jak dziecku.
Hostessa rozdaje w markecie próbki kosmetyków. Za darmo.
Czy to oznacza, że to są darmowe próbki?
Tak!. Dla odbiorcy, który nie poniósł żadnego kosztu, by je otrzymać.
Nie! Dla producenta, który musiał ponieść koszty partii produktu w promocyjnym mikroskopijnym opakowaniu.
Czy producent mocno cierpi z powodu tych kosztów?
To zależy jakie informacje o klientach jest w stanie wyciągnąć z akcji rozdawniczej. Jak te informacje przełożą się na politykę firmy.

Wracając do adremu.
Przeciętny internauta NIE ROZUMIE, że w modelu 'darmowym' nadal płaci za treści, tyle, że w inny sposób.
A skoro nie rozumie, że płaci, to równocześnie jest przekonany, że to co widzi i klika, dostępne jest za darmo.
Bowiem przeciętny internauta nie dostrzega, że w internecie wartość mają nie tylko złotówki, euro czy dolary, ale informacje o internaucie. Ile czasu spędza w sieci, jakie strony odwiedza, jak często, etc.
Zatem dla odbiorcy nadal jest to model darmowy a umowność dociera do nielicznych.
  

avatar użytkownika
,

Odpowiadam przerywając wątek, bo nam się dyskusja strasznie zawęziła. Nie bardzo rozumiem dlaczego postulat, aby odbiorca miał jakąś szczególną świadomość, że treść nie jest za darmo, miałby stać się gwarantem trwania modelu opartego o płacenie pieniędzmi?

Zdecydowana większość rynku internetowego oferująca bezpłatny dostęp do treści jest dowodem na to, że świadomość taka wcale nie jest potrzebna aby wymagać jakości. Ludzie doskonale czują, choć może nie racjonalizują tego do poziomu pozwalającego widzieć mechanizmy biznesowe, że ich obecność, korzystanie - to jest to o co walczą dostawcy treści i czym można dostawców nagradzać lub karać (finansowo).

Znowu trochę naciągasz to co napisałem, bo sugerujesz że w modelu finansowanym przez reklamodawcę odbiorca płaci ujawnianiem jakichś informacji na swój temat. Ja napisałem, że płaci obecnością, tym, że ogląda reklamę - dyskutowaliśmy już o tym wielokrotnie, choćby przy okazji adblocka.

,

Nasza dyskusja fajnie pokazuje przy okazji, że trzeba popracować nad "wcięciem" komentarzy.

Wracając do tematu.
W momencie gdy przeciętny odbiorca zrozumie, że jego obecność w serwisie stanowi wartość samą w sobie, oczywiście powiązaną z zakresem informacji, których o sobie udziela. W momencie gdy zrozumie, że tak właśnie płaci za towar, będzie mógł podjąć świadomą decyzję czy chce utrzymać ten stan rzeczy i płacić swoim profilem czy jednak woli tradycyjny model płacenia anonimowo biletami NBP.

W takim kinie na przykład, jest po prostu sztuką która kupiła bilet. Nikt nie wie skąd przyszedł, dokąd pójdzie po seansie. W 'internetowym kinie' widać skąd przyszedł i dokąd pójdzie po (cookies).

Duży serwis na O, duży serwis na W, duży serwis na I. To są żywe dowody na to, że jakość nie ma znaczenia dla przeciętnego odbiorcy. Ważne, że jest za darmo i można się bezkarnie wypluć na celebrytę...

A skąd serwis wie jaką reklamę ma wyświetlić? Skąd serwis wie, że mam adblocka? Skąd serwis wie jaką mam rozdzielczość ekranu, system operacyjny?
PO CO w ogóle serwis chce to wiedzieć skoro ja mam tylko obejrzeć reklamę?
  

avatar użytkownika
,

Uważasz, że serwisy na te litery oferują treści o niższej jakości niż odpowiedniki płatne za treść, oferowane w kioskach?! Czym się one różnią? Mówimy o treściach dostarczanych przez wydawcę, a nie o komentarzach użytkowników - choć te bywają wartościowe i często stanowią o przewadze bezpłatnej wersji on-line nad płatną wersją papierową.

Nie wiem skąd serwisy na te litery wiedzą jaką reklamę mają wyświetlić. Wiem jak jest u nas - reklamy serwowane przez nasz adserwer nie analizują żadnych danych, których użytkownik nie chce ujawniać, liczy się wyłącznie statystyka każąca zmieścić się z zamówioną liczbą odsłon w zadanym czasie. Klient może wykupić capping - czyli ograniczenie wyświetlania reklamy dla tego samego użytkownika, wówczas sprawdzany jest jego "bilet" w postaci cookie - ale nie wiem czym różniłoby się to od sprawdzania biletu w kinie?

Tam gdzie coś do powiedzenia mają obce adserwery - jak w wypadku reklam google - powyłączaliśmy wszystkie ich funkcje mające jakikolwiek związek ze śledzeniem danych o użytkowniku - typu historia jego zainteresowań w innych serwisach, powiązania wynikające z serwisów czy funkcji społecznościowych itp. Czyli jeżeli ktoś oglądał przed wizytą u nas ofertę serwisu z bielizną erotyczną, to wyświetlenie u nas przez google reklamy czerwonych majteczek może zawdzięczać wyłącznie nieudolności mechanizmów adsense, które (u nas) powinny dobierać reklamy WYŁĄCZNIE na podstawie zawartości strony (dzięki temu komentarzowi baner z czerwonymi majteczkami może pojawić się na tej stronie nawet jeśli oglądałeś czarne...).

Skąd serwis wie że masz adblocka? To Twoja przeglądarka reaguje odpowiednio na fakt wyzerowania wysokości kontenera zawierającego reklamę. Skoro używasz takiego narzędzia, miej pretensje do siebie albo do jego autorów. To samo dotyczy rozdzielczości albo systemu operacyjnego - sam o nich informujesz, zdecydowałeś się ujawnić te informacje wybierając narzędzia, które mają taką a nie inną funkcjonalność. Do tej funkconalności Twojego narzedzia dostosowali się twórcy kolejnych narzedzi - autorzy języków skryptowych, implementując w nich funkcje pozwalające korzystać z tych informacji itp. Nikt nie broni Ci stworzenia lub sfinansowania stworzenia innych narzędzi - być może się przyjmą i znajdą się serwisy, które przygotują treści pod ich kątem, może znajdą się chętni aby pisać oprogramowanie, narzędzia, tworzyć języki programowania uwzględniające zaproponowane przez Ciebie ograniczenia...

A po co serwisowi wiedza o rozdzielczości ekranu, skoro masz "tylko" obejrzeć reklamę? To pytanie traktuję raczej jako żart. Zobaczmy ja jest u nas - np. skyscrapery znajdują się poza obszarem dostępnym dla urządzeń o mniejszej rozdzielczości, jak tablety, więc potrzebujemy informacji o tym jaką masz rozdzielczość aby nie pokazywać Ci reklamy, której nie zobaczysz - tego wymaga uczciwość wobec reklamodawców. Czy to na prawdę trzeba tłumaczyć?
  

,

Wymienione serwisy przodują w dostarczaniu treści wątpliwej jakości.
Wynika to wprost z oczekiwań grupy docelowej. ma być szybko, ma być łatwo, ma być przyjemnie. A to oznacza krzykliwe tytuły, populistyczne hasła w leadach, często niesprawiedliwe opinie i plotki.
Czy poważny autor z poważnym zechce znaleźć się w takim sąsiedztwie, ryzykując zbluzganie gdy komentatorzy nie zrozumieją o czym pisze?

Polecam analizę, nawet pobieżną, formy i treści z głównych stron.
To skandal ile on zarabia, zabrać mu premię, nie zapracował na nią, znowu przytyła, etc...


Pytanie o to po co serwis zbiera dane o mnie było pytaniem retorycznym.
Oczywiste jest, że po to by wyświetlić mi odpowiednią reklamę, dopasowaną do profilu.

  

avatar użytkownika
,

To co piszesz nie dotyczy serwisów oferujących online bezpłatne treści, ale pewnej grupy wydawnictw - płatnych i bezpłatnych, drukowanych i internetowych. Serwis Gazety Wyborczej albo Rzepy trzyma ten sam poziom co ich płatne, drukowane odpowiedniki. Serwisy mające bardziej tabloidowy charakter zachowują ten niski poziom także w wersji płatnej, drukowanej - jeśli taka mają. To nie płatność lub bezpłatność decyduje o jakości, ale profil odbiorcy.

Problem polega na tym, że tych płatnych tabloidów nie kupujesz, a na strony dziennik.pl wchodzisz, bo możesz - i tam faktycznie co drugi artykuł nazywa się "Nie zgadniesz..." plus dalej coś chwytliwego w rodzaju "ile oni zarabiają!". Ale jeżeli z tego zrobiłeś sobie punkt wyjścia do oceniania rynku bezpłatnych wydawnictw internetowych, to jest to jakieś mega-nadużycie.
  

avatar użytkownika
,

W sprawie zacinania wątków są dwie opcje:
1) zacinamy tylko pierwszy stopień odpowiedzi - taka wersja jest ostatnio często spotykana w dużych portalach, ale moim zdaniem jest myląca
2) nie zacinamy w ogóle, ale zaznaczamy jakoś wyróżnikami typograficznymi co jest tematem, a co odpowiedzią w wątku - mankament ten sam co ver. 1.0

Można też skorygować głębokość zacięcia, co wydaje się najrozsądniejsze biorąc pod uwagę niewielką liczbę komentarzy...
  

Najnowsze w tym dziale

Odchodzenie od głównego nurtu spraw stanowi coraz częstszą odpowiedź na internetowe zagrożenia. Będzie to niebawem wymagało zmiany podejścia tych, którzy informacji poszukują, ale i tych, którzy je dostarczają
Zachowania konsumenckie w ewolucja mediów
Mając większy wybór, władzę i informacje na wyciągnięcie ręki bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, dzisiejsi konsumenci podejmują szybsze decyzje na różnych płaszczyznach, począwszy od tego, jak wydawać pieniądze do tego, które media wybrać.
Dyrektywa o prawie autorskim nie musi oznaczać cenzury internetu
Przyjęta przez Parlament Europejski dyrektywa o prawie autorskim nie musi mieć tak dużego wpływu na polski internet jak przewidywano w czarnych scenariuszach. Każde państwo może dostosować do dyrektywy swoje przepisy tak, by tylko został zrealizowany jej cel. Sprawa nie jest przegrana. Jak zaadaptujemy przepisy, zależy od nas i takie będziemy stosować – podkreśla Krzysztof...
Sztuczna inteligencja rewolucją dla świata reklamy
Sztuczna inteligencja jest tematem nierzadko poruszanym w artykułach pisanych przez branżę marketingu. Mówi się o niej coraz częściej w kontekście rewolucji rynku. Co tak naprawdę kryje się pod tym pojęciem? Jak AI wpłynie na programmatic?  
Programmatic stawia na etykę
Firmy działające na programatycznym rynku zakupu reklam w Internecie opracowały własny kodeks etyki. Dzięki niemu ten dynamicznie rozwijający się sektor reklamy będzie działał przejrzyście, a niepożądane treści w reklamach będą eliminowane.
 
Signs.pl - Polska Reklama i Poligrafia © 1997-2019 ICOSWszystkie prawa zastrzeżone. ISSN 2657-4764