logo
WIEDZA
Polska reklama i poligrafiaWIEDZA

Z pamiętnika Chochlika (6): Problemy z fontami

   12.08.2011, przeczytano 2831 razy
ilustracjastrzałka
Ilustracja Bronisław Józefiok

Jak długo sięgam pamięcią w moją poligraficzną przeszłość, z fontami zawsze był problem. Albo nie miały tzw. polskich liter, czyli znaków diakrytycznych, albo niektóre fragmenty tekstu skutecznie zawieszały naświetlarkę, albo wszystko się „wykrzaczało” i tekst przypominał alfabet Morse'a w wersji dla płetwonurków. Mimo pojawienia się uniwersalnego formatu OpenType, błąd kroju jest nadal jednym z częstszych powodów odrzucenia pracy, już na etapie preflightingu.


Artykuł pochodzi z portalu Signs.pl: https://www.signs.pl/typografia-na-co-dzien-%284%29%3A-problemy-z-fontami,13216,artykul.html

Dzisiaj przyjrzymy się niektórym sposobom radzenia sobie z problemem niesfornych fontów, które jakże często błędnie nazywamy czcionkami. Najpierw jednak jak zwykle, dygresja natury ogólniejszej.

A może to bociany?

W kwietniu bieżącego roku Tomasz Wełna z ASP w Krakowie obronił pracę doktorską z dziedziny typografii. Stworzył nowy polski krój pisma pod piękną nazwą Apolonia (czyżby na cześć Poli Negri vel Apolonii Chałupiec?). Podobno jest to pierwsza polska czcionka od stuleci, a praca nad nią trwała przez wiele lat.

Abstrahując od faktu, iż część typografów kwestionuje nowatorskość dzieła pana Wełny, dla naszych rozważań znaczenie ma świadomość, iż każdy krój pisma (zwany w wersji komputerowej fontem) ma swojego twórcę, a więc podlega prawu autorskiemu. W konsekwencji, aby go używać - szczególnie w celach komercyjnych - trzeba go kupić lub w inny sposób nabyć do niego prawa. Wolnoamerykanka, jaka panuje w tej dziedzinie wśród polskich grafików i dtp-owców, jest nieporównywalna nawet z plagą powszechnego piracenia muzyki, filmów i programów komputerowych. Wielu myśli, że kroje pisma po prostu są i każdy je ma, jak pępek w brzuchu.

Stąd rada, którą kieruję zarówno do studiów graficznych, jak i do działów prepressu w drukarniach. Zaopatrzcie się w szeroki zestaw licencjonowanych fontów i zadbajcie, aby każdy krój pisma posiadał swoją wersję: Type1, True Type i Open Type. Oczywiście liczba krojów jakie są w obiegu wyklucza możliwość i sens kupowania ich wszystkich, tym niemniej licencję na kroje, których się używa trzeba mieć.

Kroje do paki

Kłopoty z krojami zaczynają się po przekazaniu pracy do drukarni. Bowiem, nawet jeśli drukarnia posiada krój jakiego użyliśmy, istnieje niebezpieczeństwo, iż pochodząc od innego producenta, mimo tej samej nazwy różni się w istotnych niuansach. W efekcie, w trakcie naświetlania może nastąpić niekontrolowany przeskład tekstu, mimo iż na żadnym etapie nie został stwierdzony błąd.

Wyjściem z sytuacji, dającym najlepsze efekty jakościowe, jest osadzenie krojów w pdfie wynikowym. Możliwość taką posiadają chyba wszystkie liczące się programy DTP. Problem niestety w tym, iż niektórzy producenci fontów blokują tę opcję, wychodząc z założenia, iż jest to naruszenie warunków licencji.

Pamiętajmy przy tym o jednym. Tekst prawidłowo widziany na ekranie, nie gwarantuje wcale, iż dany font w dokumencie się znajduje. Do wyświetlania używany jest bowiem, powstały w procesie rasteryzacji, font ekranowy, który nie ma zastosowania do celów produkcyjnych.

Nie należy także mylić osadzenia krojów z dołączeniem ich do pracy. Bywa bowiem, że klienci z promiennym uśmiechem na ustach i komentarzem „Zróbcie sobie jak tam chcecie” przekazują pracę w pliku otwartym oraz na wszelki wypadek dołączają do niego plik z fontem. Praktyka taka, po pierwsze jest niezgodna z powszechnym wymogiem dostarczania do druku wyłącznie plików zamkniętych (wynikowych), po drugie jest próbą bezkosztowego przeniesienia odpowiedzialności za projekt na drukarnię, po trzecie może być w sprzeczności z prawami autorskimi. Bez posiadania licencji na daną czcionkę nie mamy bowiem prawa jej instalacji na swoim komputerze.

Tiry na tory, fonty na krzywe

Mankamentów opisanych wyżej nie posiada metoda polegająca na zamianie tekstów na krzywe (ze względu na dobre, chochlikowe wychowanie, nie podam potocznej nazwy tej czynności). Zamiany na krzywe można dokonać w samej pracy (zachowując sobie oczywiście wersję nieskrzywioną), bądź „zaptaszkować” tę opcję w trakcie eksportu pracy do pdf-a. Tak czy siak, finalnie tekst przestaje być tekstem, a zamienia się w tysiące krzywych i węzłów, czyli de facto staje się grafiką wektorową. Problem niezgodności lub braku krojów znika.

Podobnie jednak jak to jest z ideą przeniesienia tirów na tory, tak i zamiana fontów na krzywe mimo swojej skuteczności niesie za sobą także nieoczekiwane skutki uboczne. Wprawne oczy typografów dostrzegą z pewnością, iż czcionka szczególnie w niskiej punktacji traci wskutek tej operacji na ostrości kształtu. Utrudnione jest także dokonanie, w tak zwanej ostatniej chwili, korekty tekstu, a sama struktura pliku wynikowego ulega niepomiernemu skomplikowaniu i „spuchnięciu”. Starsze RIP-y mogą się tu czasem nie wyrabiać.

Rozwiązaniem kompromisowym jest zastosowanie metody mieszanej. Pozostawiamy w spokoju kroje, co do których jesteśmy pewni że doładują się do pdf-a, a zamieniamy na krzywe, tylko te dziwne i podejrzane. Tak więc tiry swoją drogą, a kolej swoją...

Wszystko jest bitmapą

Istnieje grupa grafików, dla których świat składa się wyłącznie z kropek. Jeśli coś nie jest kropką, należy kropką go uczynić. Stąd też pliki do druku przygotowują wyłącznie w postaci tiff-ów lub jpg-ów. Dla nich osadzanie tego co wolne i krzywienie tego co proste, to robota głupiego.

W jakimś sensie jestem tu w stanie zrozumieć fanów PhotoShopa, którym po zakupie tego programu wyczerpał się budżet na inwestycje, choć przecież i z „szopa” da się wykesportować pdf-a z krojami zamienionymi na krzywe. Nie pojmuję jednak zupełnie osób, które tworząc mozolnie pracę w programie wektorowym typu Corel Draw, do druku przekazują bitmapę. Oczywiście, w bitmapie problem krojów znika, ale znika też szansa na dobrą jakość tekstu. Coś za coś. Nie pomoże podbicie rozdzielczości do niebotycznych rozmiarów i scedowanie na drukarnię konieczności ściągania sobie tego Guliwera ze wskazanego serwera ftp. Obrysy liter będą zawsze przypominać ostrze piły do cięcia metalu.

Cóż jednak zrobić, Klient nasz Pan, nawet w kropki lub w ząbki...

Z chochlikowym pozdrowieniem
Andrzej Gołąb

REKLAMA

avatar użytkownika
+ + + + + + + + + + + + +

Tekst opublikował użytkownik: cuddruk

(Andrzej Gołąb)

cuddruk o sobie:

Od ponad 30 lat jestem związany z poligrafią. Obecnie pracuję w Centrum Usług Drukarskich Henryk Miler w Rudzie Śląskiej, na stanowisku pełnomocnika właściciela.
Razem z gronem współpracowników służymy radą i doświadczeniem w zagadnieniach związanych z głównymi procesami realizowanymi w naszej drukarni:
- DTP i przygotowanie plików do druku
- Weryfikacja plików produkcyjnych
- Impozycja i naświetlanie CTP
- Pełnoformatowy druk offsetowy
- Druk cyfrowy
- Introligatorka i pozostałe procesy postpressowe
- Gospodarka papierem
- Informatyczny System Zarządzania Przedsiębiorstwem Poligraficznym zgodny z normą ISO 9001

Zapraszam także do odwiedzenia mnie w internecie:
Blog: http://www.chochlikdrukarski.com.pl
FB: https://www.facebook.com/chochlikdrukarskireaktywacja
Strona: https://cuddruk.pl/
Poczta: andrzej.jozef.golab@gmail.com

Więcej informacji o użytkowniku

REKLAMA

Komentarze

Zaloguj się i dodaj komentarz

Najnowsze w tym dziale

Międzynarodowy Dzień Druku: 10 najciekawszych faktów i liczb dotyczących drukowania
Z okazji międzynarodowego dnia druku firma Brother przedstawia 10 liczb, które przedstawiają świat druku z zupełnie innej perspektywy.
Firmowa drukarka furtką dla hakerów
Październik Europejskim Miesiącem Cyberbezpieczeństwa. Eksperci Canon i Związku Cyfrowa Polska o podejściu przedsiębiorstw do kwestii bezpieczeństwa biurowych drukarek i urządzeń MFP.
Monitoring nie tylko do ochrony. Jak wykorzystać kamery by zwiększyć sprzedaż
Rejestrowany przez kamery sklepowego monitoringu obraz wysokiej rozdzielczości można z powodzeniem wykorzystać w celach marketingowych.  
Jak showrooming i webrooming zmieniają handel?
Klienci są coraz bardziej świadomi, a sklepy powinny uwzględniać zmieniające się oczekiwania kupujących. Dla firm oznacza to wiele wyzwań, ale i dodatkowe szanse na sprzedaż. Konsumenci oczekują synergii pomiędzy wieloma kanałami sprzedaży, a przy tym coraz większą uwagę zwracają m.in. na ekologię.
Jak wybrać najlepszą matrycę
Od kilkunastu lat rynek monitorów zdominowały monitory LCD, zajmują mniej miejsca na biurku, są zdrowsze (co nie znaczy, że idealnie zdrowe) dla oczu i nie sieją promieniowaniem elektromagnetycznym. Wady? - Kot nie może na nich się wygrzewać tak jak na modelach kineskopowych. Kupując monitor LCD trafiamy jednak na parametr jakim jest typ matrycy. Choć jest to kwestia związana...
 
Signs.pl - Polska Reklama i Poligrafia © 1997-2019 ICOSWszystkie prawa zastrzeżone. ISSN 2657-4764