Witajcie, mam taki dylemat.
Zbieram się od jakiegoś czasu do kupna plotera (i jak każdy szukam świetnej maszyny "za tanio"), aż tu nagle dostałem ostatnio ofertę na siedmioletniego Rolanda gx-24 za niecałe dwa tysiące... i nie wiem co z tym fantem zrobić.
Bo tak. Z jednej strony mam świadomość osławionej nieśmiertelności japońskich markowych ploterów, z drugiej "nieśmiertelność" czasem przegrywa z "zajechaniem", z trzeciej cena chyba niezła (chyba, że to drogo jak za zboże i tylko mi się wydaje, że jest niezła...)
Zasadnicze pytanie brzmi - czy siedmiolatek to już, Waszym fachowym zdaniem, totalny rupieć, czy jeszcze doskonała maszyna?
Pojęcia nie mam jak tam na tym przez te siedem lat pracowano, bo powiedzieć można wszystko, a ja przygodę z ploterami dopiero zaczynam i mogę nie dostrzec ewidentnych objawów umierania... (Stąd może od razu drugie pytanie - na co mam zwrócić uwagę podczas osobistego "macania" owego sprzętu?
Równolegle leci na allegro dwuletni Maxtech 125cm za tyle samo - tylko nie wiem, czy ten Roland ciągle nie jest wartościowszy?
Wiem, że pytania o Rolandy i nie-Rolandy już się tu oceanem przelewały, ale nie trafiłem na żadne, które by poruszało dokładnie tę kwestię![]()
Dzięki za wszelkie komentarze i porady,
Pozdrawiam, Marcin

